Pamiętniki z workation – Toskania

Chyba ciężko wyobrazić sobie lepsze miejsce do wypoczynku i słodkiego nic nierobienia niż Toskania. A jak się stamtąd pracuje? Czy w ogóle da się stamtąd pracować? Oto relacja z mojego workation z tej bajecznej włoskiej krainy.

Toskanię odwiedziłam w moim życiu kilka razy, ale dopiero w ostatnich latach wyjeżdżałam tam nie (tylko) na wypoczynek, ale także po to, aby spędzić tam workation, czyli połączyć moją pracę zdalną ze zwiedzaniem okolicy.

Dzisiaj więc tekst o tym, jak to jest pracować z Toskanii – i czy to w ogóle ma sens, skoro piękno okolicy niewątpliwie rozprasza. 😊

Zanim przejdę do sedna, pamiętajcie, że na blogu możecie już także przeczytać wpisy z cyklu „Pamiętniki z workation” dotyczące moich pobytów na Santorini, Maderze oraz na Seszelach.

Przystanek na europejskim road trip

Dlaczego to właśnie Toskania stała się dla mnie jednym z kierunków na kolejne workation? Powód był prozaiczny – a wynikał z tego, że było to najbardziej praktyczne rozwiązanie.

Ale po kolei.

Pandemia pokrzyżowała wiele moich podróżniczych planów (zresztą, prawdopodobnie Waszych również). Gdy w 2020 roku rychłe egzotyczne podróże do Japonii, Wietnamu, Peru czy Namibii nagle stały się nieosiągalne, zaczęłam poszukiwać możliwości nie mniej ciekawych podróży po Europie. Tak zresztą trafiłam na opustoszałą w pandemii grecką wyspę Santorini, czy też zachwycającą Maderę, na której spędziłam zupełnie spontanicznie prawie miesiąc. Obie te destynacje wcześniej odkładałam na później, bo wydawały mi się mało ekscytującymi opcjami, które mogę zrealizować w każdej chwili. A tymczasem na obu wyspach było cudownie, dzięki czemu zobaczyłam Europę w nieco innym świetle.

W 2021 roku pandemia trwała w najlepsze, więc wraz z moim ukochanym stwierdziliśmy, że trzeba to wykorzystać i wybrać się na… road trip po Europie. To kolejny plan, który – gdyby nie pandemia – pewnie odkładałabym na później w nieskończoność. I tak, latem 2021 r. wypełniliśmy po brzegi bagażnik w naszym sportowym samochodzie i wybraliśmy się w podróż przez Alpy do Włoch, wybierając najbardziej malownicze trasy. Mijając alpejskie lodowce, zatrzymując się na kilka trekkingów w Dolomitach, odwiedzając bajkowe kolorowe miasteczka w rejonie Cinque Terre – w końcu dotarliśmy do Toskanii.


Zakwaterowanie

W kwestii zakwaterowania, nasz wybór padł na Fattoria di Cinciano. To miejsce polecili nam znajomi – a teraz my polecamy je kolejnym osobom, bo okazało się ono strzałem w dziesiątkę!

Cinciano to kompleks będący połączeniem hotelu, winiarni i restauracji, umiejscowiony na – a jakże – jednym z malowniczych wzgórz w okolicach miasteczka Poggibonsi. Tym samym, znaleźliśmy się w najpiękniejszej części Toskanii – w bliskiej okolicy zabytkowych miasteczek, takich jak słynne San Gimignano, jak również w sercu winem płynącego rejonu Chianti.

Samo Cinciano w ten klimat się wpisuje, ponieważ kompleks ten powstał w murach średniowiecznego miasta, będącego kiedyś jednym z punktów na drodze w stronę Florencji (otoczony rosłymi cyprysami kawałek zabytkowej drogi w kierunku tego miasta znajduje się nadal w tym miejscu). Także wystrój pokoi przypomina, że to miejsce ma za sobą już kawałek historii.

Jednak, jako że wcześniej już zwiedziłam kluczowe atrakcje Toskanii, tym razem nie chodziło mi o zwiedzenie jak największej liczby miejsc – lecz także o cieszenie się pięknem najbliższej okolicy, nieśpieszne cieszenie się pysznym lokalnym jedzeniem, kąpiele w basenie w przerwach od pracy, itd. Takie tam, wiecie – życie w pewnej bajce. Czasem trzeba, prawda? 😉


Praca z Toskanii w praktyce

Pod kątem technicznym, praca zdalna z Toskanii nie wyróżniała się w zasadzie niczym szczególnym – oprócz oczywistości jakim były piękne widoki dookoła.

Wiedziałam, że gdziekolwiek będę stacjonować, absolutnym minimum jest sensowne biurko oraz dobre wifi. Obie te rzeczy miałam zapewnione, a dodatkowo pokój był spokojny, zaciemniony i chłodny (co latem warto docenić, bo klimatyzacja w różnych miejscach potrafi średnio działać… i średnio pachnieć)

Jednak chciałabym Wam zwrócić uwagę na drobnostkę, która potrafi popsuć szyki nie tylko w Toskanii, ale w całych Włoszech: czyli inne gniazdka elektryczne. Jeśli wiecie, że będziecie musiały podpiąć swój sprzęt, to koniecznie weźcie ze sobą odpowiednią przejściówkę… lub korzystajcie z jedynego „standardowego” gniazdka elektrycznego, które na ogół jest umieszczone w łazience.

Spośród innych kwestii organizacyjnych – w Toskanii w planowaniu dnia warto brać pod uwagę ściśle określone godziny posiłków (ta zasada obowiązuje ogólnie we Włoszech, ale mam wrażenie, że w Toskanii w szczególności).

I skoro już ten temat poruszyłam, to przejdźmy do kulinariów.


Jedzenie w Toskanii

Jedzenie w Toskanii to coś więcej niż posiłek, który nas nasyci. Nie chodzi tylko o zaspokojenie głodu, lecz o prawdziwą ucztę i, przede wszystkim, przebywanie z ludźmi.

Ogólnie, w całych Włoszech życie towarzyskie kręci się wokół jedzenia. Dostrzegłam to także podczas innych podróży do tego kraju, ale w Toskanii po raz pierwszy zdarzyło mi się to, że naprawdę miałam problem ze znalezieniem miejsca w JAKIEJKOLWIEK restauracji w okolicy w godzinach jej otwarcia.

I tu ważna informacja: wiele restauracji w Toskanii jest otwartych jedynie w dwóch ściśle określonych „okienkach”. Pierwsze z nich przypada na wczesne popołudnie (2-3 godziny, na ogół od 12:00 do 14:00/15:00), kiedy to można zjeść lunch, przy czym menu lunchowe jest na ogół ograniczone. Drugie okienko przypada natomiast – oczywiście – na kolację. Większość restauracji otwiera się na nowo o 19:00 lub nawet później i wtedy zaczyna przyjmować gości już na dłuższy posiłek, z przystawkami, pierwszym i drugim daniem, deserkiem i dużą ilością wina. Poza tymi godzinami na ogół restauracje są zamknięte lub co prawda można w nich usiąść przy stoliku, ale jedynie na napoje lub proste przekąski.

I tu pojawia się kolejna ważna kwestia: warto rezerwować stolik w restauracji, i to zarówno na kolację, jak i na lunch! Bo może i Włosi są spontaniczni w różnych obszarach życia, ale zdecydowanie nie dotyczy to jedzenia – to traktują śmiertelnie poważnie. 😉 Rezerwowanie miejsc na obiad czy kolację jest tu na porządku dziennym i nawet jeśli wydaje Ci się, że ta niewielka toskańska knajpka pośrodku niczego, na obrzeżach zupełnie nieturystycznej wsi, nie będzie oblegana – to możesz się zdziwić.

Rezerwacja okazała się konieczna za każdym razem w eleganckiej restauracji Osteria 1126 w samym kompleksie Cinciano, jak i w pobliskiej bardziej swojskiej rodzinnej knajpce La Sosta di Pio VII. Do obu z nich w godzinach lunchu i kolacji zjeżdżały się samochody z całej okolicy, a bez rezerwacji ciężko było dorwać miejsce nawet dla dwóch osób.

A czego warto spróbować w Toskanii? To nadal Włochy, a więc bez problemu możemy tu znaleźć dobrą pizzę oraz makarony. Ale ten rejon kraju charakteryzuje się przede wszystkim rozległymi lasami, dlatego klasykiem są tu dania zawierające dziczyznę oraz owoce leśne. Mięsożercom przypadnie do gustu także słynny stek bistecca alla fiorentina. A na deser włoskie lody, a jak!


Dojazd i poruszanie się po Toskanii

Kiedy jechać do Toskanii? W zasadzie trudno wyobrazić sobie zły czas na podróż w to malownicze miejsce, biorąc pod uwagę fakt, że zawsze jest tam przeciętnie cieplej niż w Polsce. Niemniej, wiele zależy od tego, w jakie konkretnie miejsce się wybierasz.

Turystyczne miejscowości, takie jak Florencja, są oblegane nie tylko latem, ale także w ciepłe wiosenne i jesienne weekendy – więc ja polecałabym wybierać się w takie miejsca w dni tygodnia lub w ogóle poza sezonem. Natomiast mniej turystyczne miejscowości także latem będą miały dużo uroku.

My wybraliśmy się do Toskanii w lipcu, co byłoby fatalnym wyborem, gdyby nie fakt, że Cinciano to niewielki kompleks, który zmieści zapewne maksymalnie 30/40 osób. Taka liczba gości bez problemu każdego dnia „rozkładała się” na różne aktywności, od zwiedzania okolicy, przez przesiadywanie nad jednym z dwóch basenów, po wine tasting. Na żadnym etapie nie czułam więc tłoku, a wręcz można było bez problemu zaszyć się z książką czy podcastem z dala od innych.

Dotarcie do Toskanii jest proste – z Polski lata tu mnóstwo samolotów (nawet jeśli nie trafimy na atrakcyjną ofertę lotu do samej Florencji, możemy kupić lot do Bolonii lub Rzymu i przemieścić się do Toskanii pociągiem). Ponadto, droga do tej krainy samochodem jest relatywnie krótka (jak na Europę) i może być naprawdę malownicza, jeśli tylko dobrze zadbamy o trasę.

Z kolei jeśli chodzi o zwiedzanie Toskanii, to nie ma na to lepszego sposobu niż wynajęcie samochodu. O ile ja sama kocham pociągi, a po miastach wszędzie chodziłabym pieszo, i ogólnie testuję komunikację publiczną gdziekolwiek jestem, to w tym przypadku naprawdę wiele się traci bez samochodu.


Co warto zobaczyć i zrobić w Toskanii?

Toskania to bardzo przystępne turystycznie miejsce na mapie Europy – niemalże z każdego większego miasta w Europie można do niej dolecieć w około dwie godziny. Każdego roku Toskanię odwiedza oczywiście także mnóstwo Polaków, więc bez problemu znajdziecie internetowe przewodniki po tym, jakie atrakcje zwiedzać i które miasta są najpiękniejsze.

Dlatego ja już nie będę Wam tego powtarzać – a jako alternatywę podam kilka rzeczy, które moim zdaniem są kwintesencją pobytu Toskanii. I te podpunkty będziecie mogły zrealizować w tak sztampowy lub alternatywny sposób, w jaki tylko chcecie.

A więc co, moim zdaniem, warto zrobić w Toskanii?

  • Spacer po Florencji

Zacznijmy od klasyki. Florencja to stolica i największe miasto Toskanii. Jest ona jednym z tych miejsc, które – podobnie jak Paryż czy Nowy Jork – można od razu pokochać albo szczerze znienawidzić. Jednego nie można jej jednak odmówić: tego, że ma charakterystyczny klimat, który tym bardziej poczujecie, im mniej turystów będzie poruszało się po ulicach tego miasta.

Mnie Florencja szczerze urzekła kilkanaście lat temu, jednak wiem, że prawdopodobnie odkochałabym się w tym mieście, gdybym odwiedziła je w upalny, letni dzień, otoczona tłumami ludzi. Zresztą, bolączką jest tu wszystko to, co obserwujemy w innych turystycznych miastach: rzesze turystów i drożyzna. Dlatego planując swój pobyt w Toskanii, rozważcie odwiedzenie Florencji poza sezonem – nie zagwarantuje Wam to braku turystów, ale uczyni spacer po tym mieście znacznie przyjemniejszym.

  • Wizyty w większych i mniejszych toskańskich miasteczkach

Siena, Piza, Lukka, Arezzo, a także mniejsze miasteczka takie jak San Gimignano czy Volterra, to dużo przyjemniejsze miejsce na spacery niż zatłoczona Florencja. Są one często naszpikowane zabytkami – co we Włoszech nie jest niczym dziwnym – ale nie trzeba oczywiście bawić się w „zaliczanie” kolejnych atrakcji turystycznych. W Toskanii jest ich tak wiele, że jest to zadanie z góry skazane na porażkę.

Polecam więc podejść do zwiedzania toskańskich miasteczek z dużą dozą luzu i wyzbyć się poczucia, że cokolwiek „powinnaś” zwiedzić. Jest coś przyjemnego w zatrzymaniu się po drodze w zupełnie przypadkowej miejscowości, zjedzeniu pysznego obiadu, poprawienia go włoskimi lodami i przejścia się na spacerek wąskimi uliczkami, zanim ruszymy dalej. W tych przypadkowych miejscowościach potrafi być zresztą piękniej niż w tych najbardziej turystycznych.

  • Road trip

Jako osoba, która zwiedzała Toskanię zarówno bez samochodu, jak i z samochodem, uważam, że w tej pierwszej wersji faktycznie traci się pewną część całego doświadczania tej włoskiej krainy. Drogi łączące niewielkie miejscowości w Toskanii potrafią być szalenie malownicze – do dziś pamiętam, jak wyjeżdżając w stronę Cinciano z San Gimignano tak po prostu zatrzymaliśmy się na poboczu z przepięknym widokiem na opuszczane właśnie miasto, nad którym zawisł księżyc. Takich przelotnych momentów zauroczenia widoczkami podczas przemieszczania się pod Toskanii samochodem bywa znacznie więcej.

  • Hotel z basenem na wzgórzu

I tu przechodzimy do sedna zwiedzania Toskanii, czyli zatrzymania się w hotelu lub jakiejś agroturystyce, umiejscowionej na wzgórzu. Niby to jest turystyczna rzecz, ale naprawdę, budzenie się rano z widokiem na rozciągające się po horyzont toskańskie wzgórza, to doświadczenie, które ciężko wycenić. Albo zrobienie sobie przerwy w pracy, by przepłynąć się w basenie na zboczu wzgórza, a później usiąść na leżaku i spojrzeć w tę przestrzeń – no naprawdę, jest w tym coś magicznego.

Toskania to z natury miejsce eleganckie i raczej drogie. I o ile sądzę, że na wiele rzeczy nie warto wydawać pieniędzy, to akurat moim zdaniem zaszycie się choćby na 2-3 dni w pięknym hotelu na toskańskim wzgórzu jest tu tych pieniędzy warte. Żeby było jasne: nie musi być to od razu pięciogwiazdkowy hotel – chodzi po prostu o miejsce, które podkreśla to, co Toskania ma w sobie najlepszego.

  • Wine tour i smakowanie lokalnych specjałów

Wiem, że wine tour to nie jest wymarzony sposób spędzania czasu dla każdego – niektórym absolutnie wystarczy kieliszek/butelka dobrego wina do kolacji i nie potrzebują wiedzieć, gdzie i jak zostało ono zrobione. Niemniej, zachęcam Was, aby przynajmniej raz udać się na wizytę do lokalnego producenta win, bo wino jednak smakuje inaczej w otoczeniu tych wszystkich beczek, a nierzadko też spektakularnych widoków na gaje oliwne.

No i jedzenie. Chociaż nie ma nic złego w starej dobre pizzuni, to nie ograniczajcie się do niej – tutejsze jedzenie to wiele innych smaków, często właśnie tych wywodzących się z okolicznych lasów.

  • Dolce far niente

I jeszcze jedno: pamiętajcie, że w Toskanii nie warto się nigdzie spieszyć! Ta zasada dotyczy całych Włoch: i tak nie zwiedzisz wszystkiego, więc pozwól sobie na wolniejsze tempo, a od czasu do czasu na nonszalanckie, słodkie nic nierobienie – czyli właśnie owo „dolce far niente”.

Najpiękniejszych chwil w tym miejscu doświadczamy, gdy się zatrzymujemy i wdychamy toskańskie powietrze, podziwiając widoki. I piszę to ja – dziewczyna z natury niecierpliwa, dla której szybkie tempo życia jest stanem domyślnym. 😉


Toskania – przemyślenia na koniec

Toskania to jedno z tych miejsc, których reklamować nie trzeba. I słusznie – te wzgórza, oliwne gaje, urocze miasteczka… to wszystko jest prawda. Tam jest po prostu pięknie.

Moim zdaniem, wypoczynek w Toskanii da się połączyć z pracą. To naprawdę jest idealne miejsce na stacjonarne workation w jakimś hotelu z basenem i widokiem rozpościerającym się na okolicę.

Można tu wykonywać pracę w interwałach – przeplatając ze sobą momenty efektywnej pracy (nie da się wytrzymać długo, wiedząc, jakie piękne widoki są za oknem) oraz czas odpoczynku np. nad basenem (w ciągu dnia też nie da się wytrzymać długo, zwłaszcza gdy mamy upalne lato). A wieczorem – kolacja i smakowanie życia.

I tak trzeba żyć!

Zapisz się na newsletter i pobierz e-booka 50 SPOSOBÓW NA ZARABIANIE!

Marzysz o tym, aby mieć dodatkowe źródło przychodu?

Chcesz zmienić pracę na taką, którą pokochasz i która przyniesie ci satysfakcjonujące zarobki?

A może twoim celem jest własny biznes?

.

Zobacz również:

44: Jak finansowo przeżyć końcówkę roku? Rozmowa z Karoliną Nowicką

Końcówka każdego roku to na ogół czas radosnego świętowania, spotkań rodzinnych i… zwiększonych wydatków. W tym odcinku, w którym specjalną gościnią jest Karolina Nowicka, znana jako Pani od Oszczędzania, opowiemy o tym, jak dobrze wykorzystać Black Friday oraz przygotować się na Święta Bożego Narodzenia oraz sylwestra, aby przyjemnie spędzić ten czas, a przy okazji, nie uszczuplić zbytnio swojego portfela.

Czytaj więcej »

43: Co teraz robić z pieniędzmi?

Opowiem o tym:- czy warto się bać obecnej sytuacji politycznej i co z niej może wyniknąć – co teraz dzieje się na rynkach akcji – czy wciąż warto kupować obligacje – czy krypto to teraz okazja, czy niekoniecznie.

Czytaj więcej »

42: Jak (w końcu) zacząć inwestować?

Jeśli chcesz zacząć inwestować, ale wciąż nie wiesz, jak się za to zabrać – to ten odcinek jest dla Ciebie idealny. Dowiesz się w nim, jak postawić swoje pierwsze kroki w świecie inwestycji – pod kątem psychicznym, strategicznym i technicznym.

Czytaj więcej »