Pamiętniki z workation – Madera

Piękna i różnorodna Madera to wręcz wymarzone miejsce do pracy zdalnej. Ta portugalska wyspa ma do zaoferowania bardzo dużo, jak na swoją niewielką powierzchnię. Mnie zauroczyła na tyle, że wyjechałam tam na tydzień… a zostałam na niemal miesiąc.

Piękna i różnorodna Madera to wręcz wymarzone miejsce do pracy zdalnej. Ta portugalska wyspa ma do zaoferowania bardzo dużo, jak na swoją niewielką powierzchnię. Mnie zauroczyła na tyle, że wyjechałam tam na tydzień… a zostałam na niemal miesiąc.

Z Madery pracowałam na przełomie lutego i marca 2021 roku, a więc w samym środku trzeciej fali pandemii Covid-19. Panujące na świecie restrykcje okazały się idealnym pretekstem do odwiedzenia tej wyspy. 

Wszystko działo się jednak spontanicznie. Bilety na samolot kupowaliśmy zaledwie trzy dni przed wylotem. Podobnie było z powrotem do Polski – kończący się w sobotę pobyt przedłużyliśmy… w czwartek wieczorem. I to o kolejne dwa tygodnie.

Dlaczego Madera?

Wybór padł na tę wyspę z kilku raczej pragmatycznych powodów, które w dużym stopniu wiązały się z szalejącą na świecie (a wtedy również w Polsce) pandemią koronawirusa. 

Po pierwsze, było to jedno z niewielu miejsc, które oferowało w miarę bezproblemowe procedury dotarcia na wyspę – można było zrobić test na Covid-19 od razu po wylądowaniu na lotnisku.

Po drugie, była to nadal Europa, co znacząco ułatwiało kwestie przekraczania granic w czasie pandemii. 

Po trzecie, o Maderze słyszałam już wcześniej mnóstwo dobrych rzeczy. Niektórzy znajomi definiowali ją wręcz jako najpiękniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek odwiedzili. Cóż więc mogłoby być lepszą zachętą?

Szlak na Pico Areeiro to wizytówka Madery. 

Zakwaterowanie

Jako że decyzja w kwestii workation na Maderze zapadła zaledwie kilka dni przed samym wylotem, nasze możliwości dotyczące zakwaterowania była ograniczone. Wiedzieliśmy, że ze względu na reguły związane z pandemią, najlepszym rozwiązaniem będzie hotel – i to w miarę niezły hotel. 

Wynikało to z dwóch istotnych rzeczy. Po pierwsze – z faktu, że testy covidowe (a dokładniej, PCR), musieliśmy zrobić tuż po przylocie na lotnisko w Funchal. W przypadku pozytywnego wyniku testu, bylibyśmy zmuszeni przebywać na kwarantannie przez 2 tygodnie. A wtedy lepiej byłoby przynajmniej pozostawać w przestronnym pokoju, z widokiem na morze i niezłym jedzeniem w ramach hotelowej obsługi. 

Po drugie, na przełomie lutego i marca 2020 r. na Maderze nadal była w mocy godzina policyjna. Restauracje, sklepy czy muzea zamykały się najpóźniej o 18:00, natomiast w hotelu trzeba było być z powrotem do 19:00. W obliczu wieczorów spędzanych w hotelach, chcieliśmy postawić na dobrej jakości kolacje, możliwość posiedzenia w barze z widokiem na morze, czy też popływania w basenie. 

Wybór hoteli także był jednak niewielki, co wynikało z faktu, że spora część maderskich hoteli najzwyczajniej w świecie była w tym czasie zamknięta. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na hotel Meliá Madeira Mare – ponieważ miał pięć gwiazdek i bardzo dobre opinie, co zwiększało szanse, że w razie niekorzystnego obrotu spraw, przynajmniej będziemy spać i jeść we w miarę dobrych warunkach. 😉 

Nasze covidowe testy wyszły negatywnie, więc powyższy scenariusz na szczęście się nie spełnił, a my mogliśmy bez problemu zwiedzać wyspę. Ale sam hotel spodobał nam się na tyle, że po pierwszym tygodniu spędzonym w nim, przedłużyliśmy pobyt także na drugi tydzień. Pomijając faktycznie ładny pokój i smaczne jedzenie, plusem była tu lokalizacja w zachodniej części Funchal – idealna zarówno do zwiedzania miasta, jak i do spaceru wybrzeżem dalej na zachód, np. do malowniczego Camara de Lobos.

Natomiast trzeci tydzień chcieliśmy spędzić już w innym miejscu – i znów, był to wybór na ostatnią chwilę, więc możliwości było niewiele. Padło na Do Campo w Ribeira Brava, co też okazało się świetnym wyborem ze względu na piękny widok z balkonu na morze, smaczne jedzenie oraz trasy trekkingowe po lewadach tuż obok hotelu.

madera

Trasa spacerowa prosto z hotelu. Nie mogłam się napatrzeć!

Zwykły spacer po pobliskiej lewadzie – niezwykłe widoki.

Praca z Madery w praktyce

Wybór zakwaterowania nie był zupełnie przypadkowy także z innego powodu: zależało nam na posiadaniu w miarę przestronnych pokoi z przynajmniej jednym biurkiem lub stolikiem – zwłaszcza że oboje pracowaliśmy zdalnie. 

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób jest w stanie pracować na laptopie z łóżka czy kawiarni, ale w moim przypadku to się zupełnie nie sprawdza! Przy biurku lub stole w hotelowym pokoju lub jakimś wynajmowanym mieszkaniu pracuję dużo szybciej i efektywniej. Jeśli już zdarza mi się coś tworzyć w knajpkach czy kawiarniach, to raczej jest to ostateczność, gdy inne opcje zawiodły (albo gdy wifi niedomaga 😉). 

I tu oba hotele sprawdziły się bardzo dobrze. Zarówno w Melia, jak i w Do Campo, szczególnie upodobałam sobie… stoliki na balkonach. Święty spokój, w miarę wygodny stolik do pracy plus widok na ocean – to jest trio doskonałe!

(Swoją drogą: dziewczyny, które byłyście już wtedy w grupie Girls Money Club – pamiętacie, jak z Madery robiłam live właśnie z tego balkonowego stolika? 😉)

I jeszcze jedna rzecz, o ile nie ma żadnego problemu ze znalezieniem zasięgu i szybkiego wifi na Maderze, to ten zasięg potrafi znikać w górskich terenach w centralnej części wyspy.

Moje ulubione miejsce do pracy.

Ale nie samą pracą człowiek żyje 😉 Tu szybka kawa na dalekim zachodzie wyspy.

Kiedy jechać?

Madera nazywana jest wyspą wiecznej wiosny. Przez większość czasu w roku panują tam podobne, umiarkowanie ciepłe temperatury (czyli w ciągu dnia około 20°C w okresie zimowym, a bliżej 25-26°C w okresie letnim). Można więc jechać, kiedy nam pasuje! 

Warto mieć na uwadze jednak fakt, że południe wyspy jest bardziej słoneczne, zaś północ – częściej jest deszczowa i mglista. Poza tym, mimo że Madera jest relatywnie niewielką wyspą, da się dostrzec zmieniające się mikroklimaty w poszczególnych jej częściach: jest zimniej w lasach i górach w środkowej części wyspy, zaś na płaskowyżu Paul da Serra często poruszamy się… w chmurach. Dosłownie.

Na przełomie lutego i marca Madera miała jeszcze jedną, niezaprzeczalną zaletę, której doświadczyliśmy również na Santorini – brak tłumów turystów. Trafiliśmy na wyspę w momencie, w którym loty z wielu krajów europejskich (np. z Niemiec) były jeszcze w większości wstrzymane, więc każdego dnia docierała tu zaledwie garstka turystów. I w większości byli to turyści z Portugalii kontynentalnej. 

Z tej przyczyny, praktycznie wszystkie atrakcje turystyczne były niemalże puste! Na Cabo Girao byliśmy jedynymi turystami, a na popularnych szlakach (wzdłuż znanych lewad, w lesie Fanal, na Półwyspie św. Wawrzyńca, itp.) mijaliśmy pojedynczych spacerowiczów. Byliśmy również jedyni na szlakach canyoningowych i na leśnych dróżkach przemierzanych na buggy.

Zdaję sobie sprawę jednak z tego, że taka turystyczna pustynia to był wyjątek, wynikający z faktu, że pojawiliśmy się na wyspie w najmniej popularnym czasie. I nie ukrywam, że to doświadczenie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że takie kontrariańskie wyjazdy są najlepsze. 

Wcześniej w nieturystycznych terminach zwiedziłam m.in. Nowy Jork, Maroko, Santorini, ibizę, a ostatnio także Seszele. I każdy z tych wyjazdów wspominam świetnie.

Na Maderze jest mnóstwo zieleni. To ogród botaniczny w Funchal.

Poruszanie się po wyspie

Jeśli chcecie w pełni cieszyć się wizytą na Maderze, to koniecznie wynajmijcie samochód. Najlepiej taki, który ma niezłą relację siły silnika do wielkości, ponieważ na wyspie jest sporo stromych podjazdów. Na jednym z nich samochód nam zadławił się na pierwszym biegu (!), więc wymieniliśmy samochód. 😉 

Drogi na Maderze są strome, wąskie i kręte, więc najwygodniej poruszać się po wyspie jakimś niewielkim, lekkim samochodem o przyzwoitej mocy silnika. 

A co jeśli nie lubicie prowadzić samochodu lub wolicie nie próbować swoich sił na wymagających maderskich drogach?

Można jeździć lokalnymi autobusami, aczkolwiek dużo tracimy pod kątem mobilności, bo na wielu trasach jeżdżą np. tylko dwa autobusy dziennie. 

Innym rozwiązaniem jest Uber, który może nas dowieźć nawet w dalekie zakątki wyspy – minusem jednak bywa dość wygórowana cena (której trudno się dziwić, biorąc pod uwagę czas przejazdu i te wszystkie zakręty).

Oczywiście po Funchal można spokojnie poruszać się transportem miejskim lub pieszo. 

Tak czy inaczej: jeśli tylko możecie, zdecydowanie polecam wynająć samochód. Madera ma tyle pięknych zakątków, malowniczych tras i całkiem zwyczajnych, ale urokliwych wsi poukrywanych pomiędzy górami – że bez samochodu najzwyczajniej traci się sporo z tych fajnych przeżyć.

Atrakcje turystyczne Madery

Skoro poruszyłam już wątek turystyczny, to co warto zwiedzić na Maderze? Największym plusem jest to, że każdy może tu znaleźć coś dla siebie. No, może najtrudniej będą mieli plażowicze, bo akurat plaże są tu raczej mało ciekawe, często kamieniste i niesprzyjające kąpielom (aczkolwiek wynagradzają to wykute w skałach przybrzeżne baseny). 

Ja akurat nie jestem specjalnie wielbicielką plaż – a jeśli już, to bardziej w kontekście długich spacerów plażą, nie zaś leżenia na plaży. Zresztą, ogólnie na Maderze najbardziej pokochałam właśnie spacery. 

madera, plaża

Spacer wzdłuż wybrzeża, z widokiem na ocean – coś wspaniałego!

Trekkingi/spacery

Madera to prawdziwy raj dla wielbicieli trekkingów. Możliwości górskich spacerów – mniej lub bardziej wymagających kondycyjnie – jest mnóstwo. Większość z nich to prawdziwa uczta dla oka! Bo Madera słynie nie tylko z wszechobecnej zieleni, ale także ze spektakularnych gór, klifów i oczywiście lewad. 

W przewodnikach internetowych możecie znaleźć wręcz przesyt opisów tych szlaków, więc nie będę już o nich szczegółowo pisać. Jednak jeśli miałabym wymienić kilka szlaków najbardziej godnych uwagi, to stawiałabym na:

  • Szlak na Pico Ruivo – droga na najwyższy szczyt Madery to wręcz trasa obowiązkowa. Najlepiej przejść szlak od strony Pico Areeiro (czyli drugiego najwyższego szczytu tej wyspy). Niemniej, trasa Pico Areeiro-Pico Ruivo bywała w ostatnim czasie zamknięta ze względu na osuwiska i można było wybrać się jedynie na jej część. 
  • Półwysep Świętego Wawrzyńca (Ponta de São Lourenço) – najbardziej wysunięty na wschód kraniec wyspy jest wietrzny, ale oferuje spektakularne widoki. I przyjemny, skromny bar dla wędrowców na samym koniuszku półwyspu. ☺
  • Las Fanal – mglisty i tajemniczy las laurowy Fanal to niezapomniane miejsce na spacer i jedna z wizytówek Madery. Odkrywanie jego zakątków dla mnie było tym ciekawsze, że na szlakach prawie w ogóle nie było turystów. Wtedy las robi jeszcze większe wrażenie.
  • Levada das 25 Fontes / Levada do Risco – popularna lewada, która nie robi może wielkiego wow, ale zaczyna się i kończy w cudownych miejscach.
  • Mało turystyczne szlaki – na Maderze jest całe mnóstwo szlaków, więc tym bardziej polecam nie „zaliczać” tych najpopularniejszych dla zasady, tylko wybrać się również na jakiś mniej uczęszczany szlak. My zrobiliśmy parę spontanicznych wypadów na zupełnie nieturystyczne lewady i to były jedne z naszych najfajniejszych chwil na wyspie.
madera

Widok ze szlaku na Półwyspie Świętego Wawrzyńca.

madera, fanal

Bajkowy, spowity mgłą las Fanal.

Malownicze miejscowości

Na Maderze nie brakuje malowniczych miasteczek i wiosek. Ja oczywiście najbardziej lubię takie zupełnie przypadkowe i nieturystyczne miejsca, ale nawet te najpopularniejsze miejsca mają sporo uroku. 

Które miejscowości i rejony warto odwiedzić?

  • Funchal – stolica i największe miasto Madery. Warto pokręcić się po starówce oraz po wybrzeżu, bo można tam odnaleźć wiele malowniczych akcentów, w tym słynne malowane drzwi. Poza tym, zachęcam do wybrania się do ogrodu botanicznego i pałacu Monte – oba miejsca są śliczne, a widoki stamtąd robią wrażenie. I można spacerkiem z góry zejść prosto do centrum Funchal. 
  • Camara de Lobos – przeurocze miasteczko z malowniczą zatoczką. Zachęcam zwłaszcza do przejścia się spacerkiem wybrzeżem z Funchal aż do portu w Camara de Lobos. I nie zapomnijcie wspiąć się na taras widokowy Ilhéu de Câmara de Lobos!
  • W rejonie Camara de Lobos znajduje się także jedno z najpopularniejszych turystycznych miejsc Madery – Cabo Girão, czyli taras widokowy na klifie, z obłędnymi widokami na wybrzeże i ocean.
  • Okolice zachodniego wybrzeża, w tym Ponta do Pargo, a później kawa z widokiem w Faja Da Ovelha (ładny widoczek rozpościera się z kawiarni „O Precipício”).
  • Porto Moniz – klimatyczna, niewielka miejscowość, umiejscowiona na północnym krańcu wyspy; słynie z oceanicznego kąpieliska.
  • Seixal i inne małe miejscowości północnego wybrzeża – bo te rejony co prawda są mniej słoneczne niż wybrzeże południowe, jednak mają w sobie pewną aurę tajemniczości i spokoju. 
  • Ribeira Brava – miasteczko wciśnięte w dolinę pomiędzy stromymi zboczami gór. To świetna baza wypadowa do zwiedzania całej wyspy, łącznie z jej mniej turystyczną częścią zachodnią. 
  • Calheta – w tym rejonie jest najcieplej i najbardziej słonecznie; z umiejscowionej wyżej części miejscowości (np. okolic Muzeum Sztuki Nowoczesnej) możecie oglądać widoki na wybrzeże, zaś u podnóża góry znajdziecie plażę (mało widowiskową, ale jednak 😉 ). 

Tak czy inaczej, gorąco zachęcam Was do eksplorowania wyspy i zatrzymywania się także w mniej znanych miejscach. Na Maderze spektakularne widoki są na wyciągnięcie ręki, niemalże z każdego zakątka wyspy. Dla mnie przyjemnością było często samo przejeżdżanie przez jakąś wioskę ukrytą w górach i wypicie szybkiej kawki w lokalnym barze. 

Cudowny ogród przy pałacu Monte.

Camara de Lobos. Czy tu nie jest przepięknie?

Kanioning

O kanioningu (canyoningu) trochę czytałam jeszcze zanim wybrałam się na Maderę. Ale to tam właśnie zdecydowałam się tego sportu spróbować… i był taki sztos, że nie mam słów! 

W skrócie: kanioning to sport, w którym – jak sama nazwa wskazuje – przebywamy kanion. To takie schodzenie szlakiem w dół – tyle, że Twoim szlakiem jest koryto rwącej rzeki, wraz z napotykanymi po drodze wodospadami. Jest tu więc chodzenie w wodzie, spuszczanie się na linie przy wodospadach czy zeskakiwanie w dół ze skał do wody. A wszystko w piance i specjalnych, superprzyczepnych butach. 

Jeśli tylko zimna woda nie jest Wam straszna, to koniecznie spróbujcie kanioningu. Madera słynie z wielu przepięknych tras kanioningowych, do których miłośnicy tego sportu lubią wracać. My spróbowaliśmy przejścia dla początkujących, kanionem Ribeiro Frio – aczkolwiek warto wspomnieć, że nawet na tej trasie najwyższy pokonywany wodospad miał 18 metrów! Trasa robi wrażenie także ze względu na to, że przedzieramy się kanionem przez gęsty las laurowy. 

Kanioning okazał się najciekawszym punktem naszego pobytu na Maderze, więc z głębi serca polecam spróbować tej przygody!

Kanioning to najlepsza zabawa ever!

Kulinarne specjalności Madery

Tak jak podkreślałam już wcześniej, podczas pracy zdalnej z zagranicy naprawdę ważne jest to, żeby mieć dostęp do dobrego jedzenia – i chodzi tu zarówno o sklepy spożywcze w okolicy, jak i dobre restauracje w pobliżu. Zresztą, jak dla mnie, jedzenie to w ogóle integralna część podróżowania!

A Madera zaskoczyła mnie na plus. Aczkolwiek chyba nie powinna, bo pamiętam, że bardzo smakowało mi portugalskie jedzenie, gdy kilka lat temu odwiedzałam Lizbonę i Porto. 

Co w maderskiej kuchni polubiłam najbardziej? 

Po pierwsze, pyszne ryby i owoce morza. Specjalnością kuchni maderskiej jest espada, czyli pałasz atlantycki – ryba, która podobno występuje jedynie u wybrzeży Madery oraz Japonii. Espada na ogół jest podawana z sosem z marakui i pieczonym bananem – i jest naprawdę rewelacyjna! Oprócz tej lokalnej potrawy, świetne są też m.in. tuńczyk, krewetki czy małże.

Po drugie, wołowina. Sama już od dłuższego czasu jem mięso bardzo rzadko – na co dzień prawie wcale. Ale jeśli już je jem, to staram się, aby było świetnej jakości. No i na Maderze naprawdę polędwica wołowa smakowała mi jak nigdzie indziej. Lokalną specjalnością jest także espetada – czyli wielki szaszłyk z wołowiny przyprawionej ziołami. 

Po trzecie, proste dodatki. Do dań głównych na ogół dodawane są gotowane warzywa oraz jakaś sałatka, ewentualnie pieczony ziemniak z ziołami. Natomiast na przystawkę polecam chociaż raz wziąć chlebek z masełkiem czosnkowym. Wszystko jest proste, pyszne i, co nie mniej ważne, dość lekkie. Jak się tylko chce, można na Maderze jeść zdrowo, omijając wszystko, co smażone i panierowane. 

Po czwarte, lokalne słodkości. Mam słabość do pasteis de nata, czyi budyniowych ciasteczek, które z kawką wjeżdżają mi o każdej porze dnia i nocy! Oprócz tego, bardzo smakowały mi ciasteczka nadziewane słodką twarogową masą (queijadas). Natomiast najbardziej tradycyjną słodkością jest bolo del mel de cana, czyli ciasto miodowe, trochę przypominające piernik. 

Po piąte, warto wspomnieć o najpopularniejszym lokalnym owocu, czyli marakui. Marakuja jest dodawana tu do wielu dań, drinków i deserów – aczkolwiek moim osobistym „guilty pleasure” okazały się praliny nadziewane kremem z marakui. Niebo w gębie!

Na ulicach pustki, a na stole – lokalne pyszności!

A co się na Maderze pije?

Nie będę odkrywcza, gdy napiszę, że specjalnością Madery jest wino madera. 😉 Podobnie jak porto, występuje ono w wielu odmianach i zapewne nie każdemu przypadnie do gustu. Ja jednak takie smaki lubię bardzo i chętnie próbowałam różnych odmian tego wina, od różnych producentów. 

Natomiast zaskoczył mnie fakt, że mieszkańcy Madery mają wręcz fioła na punkcie ginu! W większości restauracji i barów – nawet tam, gdzie wybór alkoholi jest niewielki – znajdzie się co najmniej kilka lub kilkanaście rodzajów ginu, podawanego tam tradycyjnie, z tonikiem, a czasem również z domieszką musu z marakui. 

Ogólnie, Madera przyjmie z otwartymi rękami każdego i każdą foodie 😉 Ale oprócz różnorodności potraw, podobało mi się także to, że wysokiej jakości jedzenie (stek z tuńczyka, polędwica wołowa) nie było szczególnie drogie, a często bywało tańsze niż w warszawskich restauracjach. 

madera, wino

Degustacja w Blandy’s Wine Lodge to uczta dla zmysłów.

Które sprawdzone miejsca polecam?

Leeno’s Bar & Restaurant – najlepsze miejsce, w którym jadłam na Maderze. Warto spróbować specjalności na gorącym kamieniu. Polędwica wołowa i stek z tuńczyka to mistrzostwo!

Snack Bar Casa De Pedra (Snack Bar Stone House) – bar z pysznym lokalnym jedzeniem. Nie ma tu elegancji, za to jest luz oraz właścicielka krzątająca się po tym miejscu z papugą na ramieniu. Kalmarki pierwsza klasa – a dwuosobowa porcja nie do przejedzenia!

Loft Brunch e Cocktails – mimo mało madersko-brzmiącej nazwy, Loft to knajpka zdecydowanie godna polecenia, zwłaszcza na śniadanie/brunch/lunch. Jest dużo zdrowego jedzenia i pysznych opcji wege. 

Restaurante Snack Bar Faisca – restauracja z prostym jedzeniem i dużymi porcjami, znajdująca się w pobliżu słynnej Levada dos Balcões. My próbowaliśmy zup i tradycyjnych kanapek – i się nie zawiedliśmy.

Restaurant & Grill Muralha Terrace – restauracja na wybrzeżu Ribeira Brava, która zachwyciła mnie rybami i owocami morza. Niebo w gębie!

Beira Calhau – restauracyjka przy Praia Formosa, gdzie jadłam moją pierwszą espadę z bananami. Nie wiem, czy to był efekt nowości, ale rybka mi smakowała. I tuńczyk też był dobry. 

Hoyo Hoyo sabores de Moçambique – tak, wiem, nie jest to jedzenie maderskie, lecz kuchnia Mozambiku… ale jest tu naprawdę pysznie, więc polecam wszystkim kulinarnym eksploratorom🙂

Petit Fours – kawiarnio-piekarnia, do której zagląda dużo lokalsów. Więc i my zajrzeliśmy na pasteis de nata.😉

Blandy’s Wine Lodge – największy producent wina madera, który oferuje nie tylko zwiedzanie „piwnic” (cudzysłów, bo beczek nie trzyma się tam w piwnicach), ale również tasting wina z lokalnymi serami i czekoladami. Absolutne must-see (a może bardziej must-try) na Maderze (a ten tasting był świetny! Polecam full pakiet).

Barbeito – niewielki producent wina madera, którego „piwnice” usytuowane są na wzgórzu. Fajne, mało turystyczne miejsce. 

Loja do Chá – przypadkowo odkryta herbaciarnia, w której trafiliśmy na podejrzanie pyszne przekąski oraz, oczywiście, pyszne herbaty. Kupiłam tu lokalne zioła do zaparzania po powrocie do domu.

Barreirinha Bar Café – drinkownia z widoczkiem, w której zawsze siedzi mnóstwo ludzi! To mówi samo za siebie.

UauCacau – sklep z czekoladą (i taka mini-kawiarenka), w którym można kupić rewelacyjne praliny. Najlepsze są te z musem z marakui. 

Oczywiście, odwiedziliśmy znacznie więcej knajp, knajpeczek, barów i kawiarni – aczkolwiek te powyższe najmocniej zapadły mi w pamięć. Często łapaliśmy przekąski w lokalnych barach, które akurat znajdowały się po drodze, a widzieliśmy w nich sporo osób. Najlepszy klimat był oczywiście w mało turystycznych miejscach wyspy, gdzie można zjeść tanio, szybko i w otoczeniu przyjemnego gwaru mieszkańców wyspy. 

madera, kawa

Kawa i pasteis de nata – deser doskonały!

Madera – przemyślenia na koniec

Madera to jeden z najbardziej egzotycznych i malowniczych skrawków Europy. Dla mnie ta wyspa była swoistym połączeniem Karaibów i Portugalii – i czerpała same najlepsze cechy z obu tych miejsc. Doskonale rozumiem teraz, dlaczego tak wiele osób wymienia Maderę jako ich najpiękniejszy dotychczasowy cel podróży.

Dla mnie Madera była wręcz idealną odskocznią od zimowej aury w Polsce. I mam wrażenie, że jest to wyspa, której ciężko nie polubić. Wielbiciele słońca i miejskich klimatów będą dobrze się czuli w tętniącym życiem Funchal. Osoby poszukujące twórczej weny mogą zaszyć się na spokojnej północy wyspy. A dla każdego, kto lubi ruch i sport, Madera będzie spełnieniem marzeń o aktywnym workation. 

Podsumuję to tak: ja bym tam chętnie wróciła. 

Taras widokowy Ilhéu de Câmara de Lobos – warto się na niego wspiąć!

Zapisz się na newsletter i pobierz e-booka 50 SPOSOBÓW NA ZARABIANIE!

Marzysz o tym, aby mieć dodatkowe źródło przychodu?

Chcesz zmienić pracę na taką, którą pokochasz i która przyniesie ci satysfakcjonujące zarobki?

A może twoim celem jest własny biznes?

.