Pamiętniki z workation – Hiszpania 

Workation, czyli połączenie wakacji z pracą to trend, który zyskuje na popularności dzięki możliwościom pracy zdalnej. Wystarczy spakować laptopa i wyruszyć w kierunku wymarzonej destynacji. W dzisiejszym artykule biorę pod lupę Hiszpanię, a konkretnie rejon Alicante. Czy tętniąca życiem kultura, nadmorski klimat i słoneczna pogoda to dobre środowisko do pracy? Przekonajcie się, co o tym myślę!

Pamiętniki z workation to klasyczna seria na naszym blogu, podczas której opisujemy różne doświadczenia z wielu miejsc, w których testowałyśmy pracę zdalną. Możecie przeczytać między innymi o tym, jak wygląda praca zdalna w Toskanii, na Seszelach, Maderze czy Santorini. A my szykujemy dla Was opis kolejnych destynacji!


Czym kierowałam się przy wyborze?

Większość czasu, pracując zdalnie, spędziłam w Polsce. Jeździłam po różnych miastach – Warszawie, Kołobrzegu, Poznaniu, Krakowie, spędzając także sporo tygodni we Wrocławiu. Uwielbiam Polskę, ale chciałam spróbować czegoś więcej, pojechać w nieznane dla mnie miejsca. Z daleka od bliskich, od codziennych nawyków, przyzwyczajeń, na nowo poznać siebie. Sprawdzić, co lubię, co mi służy, w czym czuję się dobrze, a w czym źle.

Padło na Hiszpanię z kilku powodów:

  • uwielbiam ciepło i słońce
  • zależało mi na tym, by mieszkać nad morzem, ale jednocześnie mieć możliwość kąpieli o dowolnej porze (kto spędził lato nad Bałtykiem, wie, że z pogodą bywa tam różnie)
  • chciałam spędzić trochę czasu w innej mentalności, poznać kulturę, lokalne zwyczaje i przekonać się na własnej skórze, czy to coś, co mi odpowiada
  • znalazłam bardzo atrakcyjną ofertę
  • moim marzeniem było mieszkanie w Hiszpanii i nauczenie się języka hiszpańskiego

Jest to moja pierwsza dłuższa podróż, dlatego postawiłam na Europę – choć kuszą mnie dalsze kontynenty, podróże z kotem do najłatwiejszych nie należą i wolałam zacząć spokojnie. 😊 W międzyczasie planuję także odwiedzić Portugalię na jesień, a zimę spędzić z powrotem w Hiszpanii, ale w innym rejonie. Z pewnością powstaną dzięki temu nowe artykuły z serii #workation!


Gdzie szukałam lokum?

Nic specjalnie odkrywczego – mieszkanie znalazłam na Airbnb. Na początku szukałam ciekawych ofert na bardziej niszowych stronach, ale nie chciałam ryzykować sytuacji, w której nabiorę się na jakieś oszustwo. Wciąż uczę się świadomego podróżowania, dlatego wolałam postawić na sprawdzoną platformę, która zapewnia ubezpieczenie w razie niedotrzymania umowy przez wynajmującego.

Poszukiwanie mieszkania akceptującego zwierzęta nie jest takie proste. Trzeba się liczyć z tym, że mamy bardziej ograniczony wybór oraz koszty najmu mogą być nieco większe. Zaczęłam szukać lokum rok wcześniej i dzięki temu znalazłam ofertę, która spełniała wszystkie warunki (w tym sprawny Internet).

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy może sobie pozwolić na planowanie wyjazdu z takim długoterminowym wyprzedzeniem. Ja postawiłam wszystko na jedną kartę: po znalezieniu mieszkania zapłaciłam za rezerwację i postanowiłam, że zrobię wszystko, by wyjechać na kilka miesięcy na południe Europy. Wówczas pracowałam na etacie (zdalnie, jednak musiałam wykonywać pracę z Polski), nawet nie marząc o tym, że dołączę do #teamGMC. Gdy dokonałam rezerwacji, poczułam ogromnego kopa motywacji, by spełnić swoje pragnienie, porzucić etat i znaleźć elastyczną karierę. Miałam na to cały rok.

Spoiler: udało się. I to po 2-3 miesiącach. 😊

Dzięki dołączeniu do Girls Money Club mogę żyć jako cyfrowa nomadka, rozwijam kolejne źródła dochodu i propaguję elastyczną karierę. Jestem żywym przykładem naszych działań w GMC, bo pod skrzydłami Doroty rozwinęłam się błyskawicznie i zaczęłam żyć tak, jak chcę – na swoich zasadach, pracując skąd chcę, robiąc to, co lubię. I wiecie co? Jestem zdania, że jeśli do czegoś wytrwale dążymy, to jesteśmy w stanie prędzej czy później to osiągnąć. Ważne, by potknięcia – które będą się pojawiać – nie zatrzymywały nas, a uczyły wyznaczać inne ścieżki.

Jeśli elastyczna praca cyfrowej nomadki to coś dla Was, stwórzcie plan i zmierzajcie do celu. W historii świata nigdy nie było tyle możliwych zdalnych ścieżek kariery co aktualnie, dlatego jeśli plan nie działa, zmieńcie plan, a nie cel. Czasami dojście do niego trwa dłużej, niż zakładamy, ale cierpliwość i wytrwałość się opłaci. Trzymam za Was mocno kciuki, a jeśli macie jakiekolwiek pytania – mój Instagram @futurevva jest miejscem, gdzie regularnie z Wami rozmawiam!

W Girls Money Club nie wstydzimy się mówić o pieniądzach – dzięki rezerwacji z rocznym wyprzedzeniem i długoterminowym pobycie udało się ustrzelić naprawdę fajną ofertę. Znalazłam dom z ogrodem i basenem do wspólnego użytku z sąsiadami, 8 minut od pięknej, dzikiej plaży (najpiękniejszej, jaką dotychczas widziałam w Hiszpanii). Do dyspozycji mamy 3 pokoje: salon z aneksem kuchennym, osobny pokój z wyjściem na taras, w którym pracuję, sypialnię oraz oczywiście łazienkę. Co miesiąc płacimy za to 2800zł! Standard nie jest może wybitnie luksusowy, ale za taką kwotę raczej nie znalazłabym nawet kawalerki we Wrocławiu. Cena jest atrakcyjna również dlatego, że nie jest to mieszkanie w mieście, a raczej na dużym osiedlu pod miastami obok (Torrevieja i Alicante). Do najbliższej okolicy ze sklepami (Rossmann, Lidl, Mercadona – czyli ichniejszy supermarket) mam 10 minut samochodem, ale obok jest także przystanek autobusowy. Z kolei co niedzielę obok nas otwiera się Lemon Tree Market (mercadillo), czyli ogromne targowisko pełne ubrań, ale także regionalnych warzyw, owoców, serów i mięs. Jeżdżę tam co tydzień, by kupować świeże produkty!

Dlaczego nie zdecydowałam się na miasto? Biorąc pod uwagę, że wyjazd zaplanowałam na okres wakacyjny, wiedziałam, że w turystycznych okolicach będzie mnóstwo ludzi. Poza tym, w Polsce żyłam głównie w większych miastach i wyjeżdżając tutaj, chciałam mieć możliwość odpoczynku oraz spokoju. Gdy zatęsknię za tłumem, wsiadam w samochód i jadę do okolicznego centrum. 😉 Pracując zdalnie, mocno cenię sobie ciszę – ważniejszy dla mnie był ogród i spokojna dzielnica niż wieczorne imprezy. Poza tym, mam także dużo miejsca na spacery z kotem – kto mnie obserwuje, ten wie, że mój kot zachowuje się często jak pies i uwielbia eksplorować nowe miejsca.


Jak wyglądała podróż z kotem? 

Wyjeżdżaliśmy z Wrocławia aż do Guardamar del Segura. Cała podróż według Google Maps (bez postojów, noclegów, korków itd.) trwała 24h. Czyli idealnie po 8h dziennie – wiedziałam, że z kotem nie damy rady jechać dłużej, więc podzieliliśmy podróż na trzy dni.

Pierwszy postój był w Niemczech w Rust, obok ogromnego parku rozrywki – Europa Park. Niestety nie zdążyliśmy z niego skorzystać, bo przyjechaliśmy dość późno, zdążyliśmy się jedynie przespać i następnego dnia wyjechaliśmy w stronę kolejnej destynacji – Francji.

Podróż z Wrocławia do Niemiec była całkiem przyjemna, za to we Francji koszty autostrad były spore (za 2-3h jazdy ok. 100 euro). Staliśmy dużo w korkach, pewnie dlatego, że była bardzo gorąca sobota, a niektóre samochody odmawiały posłuszeństwa. Dojechaliśmy na miejsce bardzo późno i tu podobnie – krótki spacer nad morze (byliśmy obok Lazurowego Wybrzeża), szybka kolacja, sen i kolejny dzień w samochodzie.

Przyznam Wam, że ten trzeci dzień był najgorszy – nie ze względu na trasę, ale na zmęczenie. Jechaliśmy z całym sprzętem i dobytkiem (swoją drogą, szokuje mnie to, że dwie osoby i kot są w stanie wcisnąć wszystkie swoje rzeczy do jednego samochodu), więc komfort jazdy był dość średni. Zabraliśmy nasze monitory, sprzęt treningowy, książki, a nawet kołdrę. Pakując się do Portugalii zrobię szczegółową checklistę rzeczy, które z nami podróżują – myślę, że będziecie zaskoczone. 😉

Zrobiliśmy w 3 dni ponad 2500km. Koszty dla każdego będą różne, w zależności od typu samochodu, co będziecie jeść w trasie itd. My zapłaciliśmy około 2000zł + noclegi (300-400zł za noc). Zatrzymywaliśmy się każdego dnia na 3 postoje – dwa w trasie, trzeci na nocleg.

Kira (czyli moja kotka) była niesamowicie grzeczna, większość trasy spała lub zerkała przez okno (przypięta do pasów). Karmiłam ją podczas drogi karmą uzupełniającą z dużą zawartością wody, a w miejscach noclegowych dostawała pełną porcję swojego posiłku. Dostosowała się do naszego stylu życia już jako kociak: gdy miała 3-4 miesiące jeździła z nami samochodem. Na początku nie przepadała za tym, ale teraz czuje się w samochodzie jak u siebie. Polubiła podróżowanie i choć koty są terytorialne, często mam wrażenie, że jej terytorium jesteśmy po prostu my – ja i mój partner. 😉 Wystarczy, że zabieram jej rzeczy: drapak, legowisko, przywiozłam też sporo jej znajomego jedzenia z Polski, by poczuła się swobodnie. Bardzo szybko się adaptuje i w nowym miejscu od razu eksploruje teren, nie chowa się po kątach. A gdy jesteśmy za długo w jednym mieszkaniu, odnoszę wrażenie, że zaczyna się nudzić i szuka nowych wrażeń.

Jeśli myślicie nad adopcją czy kupnem kota (lub innego futrzaka), a jednocześnie nie chcecie rezygnować z podróży, to zwróćcie uwagę na to, by od małego przygotowywać zwierzę do takiego stylu życia. Powoli, małymi krokami do celu – aż w końcu podróże staną się dla nich czymś naturalnym. W większości przypadków da się to osiągnąć!


Hiszpania w ciągu lata – błogosławieństwo i przekleństwo 

Do Hiszpanii przyjechaliśmy pod koniec maja i zostajemy do końca września. Minęła już połowa czasu, kiedy tu mieszkamy i mam kilka wniosków. Choć zobaczymy, czy będą aktualne za kolejne dwa miesiące. 😄

Zacznijmy od plusów:

🔸 Wakacyjny klimat 

Wyjeżdżając w okresie letnim, czujemy się przez cały czas jak na wakacjach. Słońce, palmy, długie dni, wieczorne spacery po promenadach, turyści, restauracje otwarte do późna, sezonowe imprezy i mnóstwo atrakcji! Piękna pogoda, dzięki której możemy siedzieć na plaży cały dzień lub noc (bez parawanów!), pływać w morzu, spędzać czas na świeżym powietrzu i to wszystko w otoczeniu tętniącej życiem kultury.

🔸 Pyszna kuchnia

Hiszpania oferuje mnóstwo ciekawych smaków dla tzw. foodies – od paelli po przeróżne tapasy, kuchnia śródziemnomorska należy do jednej ze zdrowszych. Jeśli lubicie owoce morza, to zdecydowanie miejsce dla Was, ale również mięsożercy i wegetarianie znajdą coś dla siebie. Opcji wegańskich jest mało, choć spodziewam się, że w większych miastach takich jak Barcelona czy Madryt na pewno coś się znajdzie.

🔸 Gościnni lokalsi

Bywałam już w Hiszpanii na krótsze okresy (np. tydzień), ale zawsze jestem pozytywnie zaskoczona ich pozytywnym nastawieniem do innych ludzi. Wszyscy są uśmiechnięci, życzliwi, pomocni w wielu sytuacjach i próbują się komunikować nawet pomimo bariery językowej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie należy generalizować, ale nie spotkałam się jeszcze z kimś, kto uraczyłby mnie nieprzyjemnym zachowaniem – wręcz przeciwnie! Warto jednak uważać na sprzedawców na targowiskach: zdarzyło się, że ktoś widząc, że jestem turystką, nie wydał mi reszty, nie dał paragonu lub po prostu byli zbyt nachalni i wciskali nam produkty, których nie chcemy. Cóż, biznes jest biznes. 😉 Ale nie lubię oszukiwania czy sprzedaży „na siłę” – teraz już wiem, kogo unikać, gdy robimy zakupy i odwiedzam te stanowiska, w których nie zostałam oszukana lub naciągnięta na dodatkowe rzeczy.

Do zalet dołączyłabym jeszcze bogatą historię, architekturę, dużo możliwości zwiedzania. Ja akurat nie należę do osób, które mają do odhaczania punkty na mapie – wolę poznawać kulturę lokalsów, spontanicznie zwiedzając urokliwe, mało znane miasteczka i uliczki. Każdy znajdzie coś dla siebie – zarówno osoby, które lubią zabytki, jak i osoby, które chcą poczuć klimat nadmorskiego, hiszpańskiego miasteczka. Krajobraz jest bardzo różnorodny – od bujnej zieleni i gór, po jałowe pustynie, różowe jeziora z flamingami i palmy z papużkami. W ciągu wakacji w Hiszpanii odbywa się też sporo festiwali, koncertów i regionalnych imprez na świeżym powietrzu, dla dzieci i dorosłych. Zdecydowanie nie da się tutaj nudzić, a przy okazji doświadczamy zupełnie innej kultury. Południe Europy to też świetna baza wypadowa do innych krajów, stąd decyzja o podróży do Portugalii. Z Alicante lata mnóstwo samolotów w różne strony świata, więc jeśli myślicie bardziej o zwiedzaniu Europy, Hiszpania jest świetnym punktem wyjścia.

Ale czy faktycznie jest tak kolorowo? Podsumowałam dla Was największe wady mieszkania w Hiszpanii:

🟠 Wakacyjny klimat = upały zagrażające życiu

Lipiec i sierpień to najgorętsze miesiące w Hiszpanii. Temperatury w ciągu dnia w większych miastach sięgają nawet do 50 stopni Celsjusza! Prawie każdego dnia dostaję alerty o niebezpiecznie wysokich temperaturach: od miesiąca codziennie jest ponad 30 stopni (aktualnie między 36-38), a w nocy 25-27 stopni, a do tego bardzo wysoki poziom wilgotności (w nadmorskich miasteczkach ok. 70-90%, więc wydaje się, że jest jeszcze cieplej). Klimatyzacja w mieszkaniu to must have: są dni, kiedy wychodzę na dwór dopiero po zachodzie słońca. Nawet jeśli lubicie upały, takie temperatury są niezwykle męczące i nie sprzyjają produktywności. Po południu łapie senność i dotyka nas słynna, hiszpańska „sjesta” – zrozumiałam to dopiero, gdy tu zamieszkałam na dłużej. Przez tydzień, dwa, gdy przyjeżdżamy typowo wypocząć, upały nie są aż tak uciążliwe, szczególnie, gdy siedzimy pod parasolem na plaży. Jednak, jeśli mieszkamy tu na dłużej, praca w takim klimacie bywa męcząca, a każda deszczowa godzina jest na wagę złota. Warto o tym pamiętać, gdy planujemy spędzić tu całe wakacje, pracując zdalnie. 😌

🟠 Robactwo

Trochę się tego spodziewałam, ale i tak przeżyłam niemiłe zaskoczenie. Karaluchy o długości naszych palców po zmroku to norma, tak samo jak w większych dyskontach czy nawet restauracjach. Żywe lub martwe, sieją popłoch wśród turystów – lokalsi są raczej przyzwyczajeni. W każdym sklepie znajdziemy różnego rodzaju środki, które mają nam pomóc w walce z nieprzyjacielem. Karaluchy pojawiają się także w mieszkaniu, szczególnie gdy jesteśmy na parterze i zdarza nam się zostawić jakieś okruszki. Ja niestety na własnej skórze już doświadczyłam ich obecności w nocy. Plus tej sytuacji jest jeden: w Hiszpanii definitywnie oduczyłam się bałaganiarstwa i dbam o to, by po kolacji całe mieszkanie było wysprzątane na błysk. Pomocny w walce z nimi jest ocet – nie lubią tego zapachu, więc używam go do sprzątania blatów i podłóg. Do tego letni klimat sprzyja także mrówkom i komarom – choć te są uciążliwe również w Polsce.

🟠 Bariera językowa

Większość lokalsów mówi bardzo średnio po angielsku lub wcale. W restauracjach nie ma z tym problemu, jednak, gdy chcemy załatwić coś bardziej niszowego (np. poprosić, by sąsiad przestał wiercić ścianę na czas trwania calla w pracy), bez języka nie jest łatwo się dogadać. Jest to jednak bodziec, by szybciej uczyć się języka hiszpańskiego – ja już nad tym obecnie pracuję i dzięki mieszkaniu tutaj, widzę progres.

🟠 Tłumy turystów

W popularnych miastach roi się od ludzi, dlatego wybrałam spokojniejszą dzielnicę. W weekendy różne atrakcje są oblegane, ale trudno się dziwić – w końcu są wakacje. Na szczęście Hiszpania jest rozległa i oferuje dużo miejsc, w których znajdziemy więcej spokoju, a mieszkając tu na dłużej, mamy komfort zwiedzania w dni poza wakacjami.

🟠 Koszty życia

To bardzo indywidualna kwestia, jednak nie da się ukryć, że zarabiając w złotówkach, a płacąc w euro, jesteśmy wystawieni na ryzyko większych kosztów. Kupowanie na targach wcale nie jest oszczędnością, a często niektóre produkty są droższe niż w Polsce, np. truskawki czy pomidory. Z drugiej strony, kupimy bardzo taniego melona czy arbuza, więc wszystko zależy od tego, jakich zakupów dokonujemy. W większych miastach te koszty są faktycznie wysokie, ale tak samo jak i w dużych miastach w Polsce. Przygotuję dla Was pod koniec mojego pobytu zestawienie cen produktów w hiszpańskich sklepach!


Podsumowanie

Wiem już, że całe lato w Hiszpanii to nie dla mnie, ale bardzo cieszę się, że zdecydowałam się na ten wyjazd. Zrozumiałam, że deszczowe, chłodne dni wcale nie są takie najgorsze, zatęskniłam za polskimi potrawami, ale jednocześnie otworzyłam się na nowe kultury i zyskałam dużo więcej pewności siebie. Przede mną jeszcze kolejne dwa miesiące, podczas których będę zbierać dla Was polecenia ciekawych miejsc i restauracji! Jedno jest pewne – uwielbiam Hiszpanię, nawet pomimo jej wad. Jestem ciekawa, jakie Wy macie zdanie o Hiszpanii i czy chcielibyście tu mieszkać. A może już tu mieszkacie? Dajcie znać w komentarzu!

Zapisz się na newsletter i pobierz e-booka 50 SPOSOBÓW NA ZARABIANIE!

Marzysz o tym, aby mieć dodatkowe źródło przychodu?

Chcesz zmienić pracę na taką, którą pokochasz i która przyniesie ci satysfakcjonujące zarobki?

A może twoim celem jest własny biznes?

.

Zobacz również:

Invest Cuffs 2024 – nagrody, stoisko, wykłady, czyli girl power w prawdziwym wydaniu! Kulisy GMC #12

Invest Cuffs to coroczne wydarzenie, które gromadzi entuzjastów i entuzjastki ze świata inwestycji. Jest to jedno z największych spotkań w Europie, na którym regularnie pojawia się wielu ekspertów i ekspertek z różnych dziedzin, takich jak akcje, start-upy, kryptowaluty, surowce, waluty, metale szlachetne czy fundusze inwestycyjne. W tym roku obchodziliśmy 10-lecie działalności Invest Cuffs, a my po raz pierwszy zaprezentowałyśmy nasze stoisko oraz miałyśmy całe dwie sale poświęcone edukacji skierowanej przede wszystkim do kobiet. Sprawdźcie, co wydarzyło się podczas tegorocznej edycji!

Czytaj więcej »

Trzecie urodziny GMC i otwarcie siedziby! Kulisy GMC #11

W sobotę 10.02 odbyło się wyjątkowe spotkanie w centrum Warszawy. Nie tylko obchodziłyśmy trzecią rocznicę utworzenia Girls Money Club we wspaniałym towarzystwie, ale również oficjalnie otworzyłyśmy nową siedzibę GMC. W dzisiejszym artykule dzielimy się podsumowaniem z tego ekscytującego eventu!

Czytaj więcej »

Finanse i miłość – jak rozmawiać o pieniądzach, by zbudować silniejszy związek? Zaproś bliską osobę na money date!

Pieniądze są często uznawane za źródło napięć w relacjach, ale mogą być także narzędziem do budowania zaufania oraz wspólnego bezpieczeństwa. Jak rozmawiać z partnerem lub partnerką o pieniądzach? W jaki sposób zorganizować wspólne finanse? W dzisiejszym artykule z okazji Walentynek podzielę się wskazówkami – z perspektywy kobiety-finansistki, w związku małżeńskim z finansistą. 😉

Czytaj więcej »