Dorota Siekakowska, GMC

Kulisy GMC #1 – Pół roku klubu!

Co powiecie na to, aby od czasu do czasu zaglądać za kulisy tego, co dzieje się w Girls Money Club? „Kulisy GMC” to nowy cykl, który przybliży Wam to, jak wygląda moja codzienna praca nad tym projektem oraz planowanie kolejnych działań.

Co powiecie na to, aby od czasu do czasu zaglądać za kulisy tego, co dzieje się w Girls Money Club? „Kulisy GMC” to nowy cykl, który przybliży Wam to, jak wygląda moja codzienna praca nad tym projektem oraz planowanie kolejnych działań. 

Zacznę od tego, że nie mogę uwierzyć, że projekt Girls Money Club ma już pół roku! A tym bardziej nie mogę uwierzyć, że jest nas w grupie na Facebooku już prawie 4 tysiące, a pierwsza edycja kursu o inwestowaniu dla początkujących, z 75 dziewczynami na pokładzie, już prawie za nami. Szaleństwo!

A wszystko zaczęło się bardzo skromnie, w zasadzie od zupełnie innego pomysłu. Girls Money Club powstał na totalnym spontanie, który jednak nie był do końca przypadkowy, ponieważ wynikał w dużej mierze z tego, co robiłam w swoim życiu wcześniej. 

Zresztą, same przeczytajcie. 

Dzisiaj zabieram Was za kulisy GMC. W pierwszym odcinku tej serii piszę o tym, skąd w ogóle wziął się pomysł na ten projekt. 

Dużo projektów, mało czasu

Wszystko zaczęło się zupełnie nie tak, jak myślicie 😉 bo od… poszukiwań wirtualnej asystentki do mojego anglojęzycznego bloga. Na początku 2021 roku dojrzałam do tego, o czym myślałam już od dłuższego czasu – do zatrudnienia osoby, która będzie mnie wspierała na co dzień w mojej, bardzo szeroko rozumianej, obecności online.

Wtedy miałam już na koncie parę różnych biznesów i kilka różnych źródeł przychodów. W czasie pandemii moja książka sprzedawała się świetnie, ja byłam rozrywana jako specjalistka od surowców, robiłam różne szkolenia i warsztaty online na ten temat, zaczynałam pisać kolejną książkę, itd. A do tego oczywiście inwestowałam swoje pieniądze z niezłym skutkiem. 

To wszystko sprawiało mi radość, ale miałam pewien niedosyt w jednej kwestii – braku rozwoju mojego anglojęzycznego bloga goodlifebydoris.com. Pisałam na niego teksty związane z moją pasją, czyli łączeniem pracy i podróży. Bawiłam się świetnie, a co więcej – miałam naprawdę milion pomysłów na przekształcenie tego projektu w dochodowy biznes. Problemem był tylko… brak czasu. Doszłam do takiego momentu, w którym w mój grafik nie mogłam wcisnąć już nic – a jeśli bym wcisnęła, to kosztem mojego odpoczynku i zdrowia psychicznego.

Pierwsze przebłyski nowego pomysłu

A więc zaczęłam szukać wirtualnej asystentki, która pomogłaby mi ogarnąć projekt Good Life by Doris, odciążając mnie z regularnego przygotowywania postów na social media czy drobnych prac na stronie internetowej. Ja chciałam się skupić na tym, co lubię robić najbardziej – na pisaniu!

O tym, że szukam osoby do pomocy, powiedziałam na początku paru znajomym przedsiębiorcom (z myślą, że mogą mieć kogoś do polecenia) oraz moim koleżankom przy kawce/winku (z myślą, że może znają taką osobę). Podczas rozmów, mówili oni jednak nie do końca to, czego spodziewałam się usłyszeć… A mianowicie, nie mieli za bardzo nikogo do polecenia, ale tak na marginesie, sugerowali, że być może fajnie byłoby zrobić tę stronę też po polsku. Bo przecież temat wypracowania sobie kilku źródeł przychodu i elastycznej pracy jest szalenie ciekawy!

No i musiałam przyznać im rację. 

Ale to nie wszystko. Rok 2020 był bowiem nie tylko czasem pierwszego mocnego uderzenia pandemii w większość krajów na świecie, ale i czasem prawdziwego eldorado na rynkach inwestycyjnych. Po prawie dekadzie czasów, w których giełdą interesowała się garstka najwierniejszych inwestorów i pracowników branży inwestycyjnej (czyli m.in. ja 😉 ), giełda zaczęła trafiać pod strzechy. Bo nagle dało się na niej zarobić dużo więcej niż wcześniej. 

Więc, wśród innych pytań, dostawałam też takie: dlaczego nie wrócisz do edukacji finansowej, do nauczania inwestowania? Przecież zajmujesz się tym od lat. (spora część z Was pewnie już to wie, ale przez 10 lat wydawałam własny magazyn o inwestowaniu, TREND – wspomniałam o tym tutaj.

No i wtedy zaczęłam sama zadawać sobie pytanie: no właśnie, dlaczego nie? 😉

Jeśli cokolwiek wiem o sobie, to to, że uwielbiam uczyć. I że edukacja finansowa to misja, którą czuję całym moim sercem. 

Zmiana kierunku

Wróćmy jednak do poszukiwań wirtualnej asystentki – bo przecież od nich wszystko się zaczęło. W styczniu 2021 roku przeprowadziłam kilka rozmów z dziewczynami, które chciałam zaprosić do długofalowej współpracy. 

Myślałam, że moim największym wyzwaniem będzie znalezienie osoby, która będzie poruszać się po anglojęzycznym rynku równie dobrze, jak po polskim. No bo przecież szukałam wszechogarniaczki do anglojęzycznego bloga, prawda? 😉 

A tymczasem w toku rozmów okazało się, że pomysł polskiego projektu dotyczącego edukacji finansowej bardzo się spodobał moim potencjalnym wirtualnym asystentkom. I mi również coraz bardziej zaczął się podobać! 

Stwierdziłam więc, że trochę zmodyfikuję moje plany i zaryzykuję pójście w inną stronę niż planowałam wcześniej. Rozwój anglojęzycznego bloga zostawię na później, a tymczasem sprawdzę, czy w Polsce inne kobiety/dziewczyny będą w ogóle chciały czytać o pieniądzach, inwestowaniu i tworzeniu elastycznych karier. I jeśli nie, to wrócę do obiecującego anglojęzycznego projektu. 😉

Doris pracuje

Od samego początku grupy nadawałam z mojego home office. Pamiętacie pierwszy live?

W grupie raźniej!

Jedyny problem? Wiele wskazywało na to, że polski projekt sam w sobie będzie mega czasochłonny. Tak jakby tylko tego mi brakowało w życiu – jeszcze większej ilości pracy! 

Wiedziałam, że muszę coś wybrać – albo spróbuję na dobre ogarnąć anglojęzycznego bloga, albo porządnie zajmę się nowym polskojęzycznym projektem. Wiedziałam, że na dwie rzeczy naraz zabraknie mi doby, nawet jeśli miałabym kogoś do pomocy. 

I wtedy ostatecznie padło na to, że jednak pójdę w stronę projektu polskiego. Podskórnie czułam, że jest on bardziej potrzebny, bo o pracy zdalnej i edukacji finansowej po angielsku pisze się dużo – a po prostu wciąż niewiele (chociaż coraz więcej). A każda kolejna rozmowa mnie przekonywała do tego coraz bardziej. 

Wiedziałam też, że nawet przy jednym projekcie będę potrzebować wsparcia w kwestiach organizacyjnych i technicznych. Biorąc pod uwagę moją pracę analityczną, wydawnictwo, pisanie kolejnej książki i inwestowanie, nie zostawało dużo czasu na poświęcanie się w pełni kolejnemu projektowi online. Ale projekt chciałam robić, i to bardzo, bo wierzyłam w niego jak w mało co.

Mam WA! I to nie jedną 🙂

Wyzwania pomocy mi w budowaniu Girls Money Club od podstaw podjęła się Iza, która nie tylko jest moją wirtualną asystentką do dzisiaj, ale też zorganizowała mi wspaniały team dziewczyn, które wsparły mnie w wielu technicznych i organizacyjnych kwestiach. (Iwona, Krzysia, Ewa – dzięki! Bez Was nie dałabym rady :* )

Fakt, że pracowałam i pracuję z wirtualnymi asystentkami, to główna przyczyna tego, że projekt rozwijał się tak szybko. Czy mogłabym zrobić to wszystko sama? Zapewne tak, ale podejrzewam, że wszystko zajęłoby mi dwa razy więcej czasu (co najmniej!). 

Prawda jest też taka, że biorąc pod uwagę moje inne źródła przychodów, na wsparcie WA mogłam sobie po prostu pozwolić. Jeśli czytałyście książkę Tima Ferrissa „4-godzinny tydzień pracy” (którą Wam już parę razy polecałam przy różnych okazjach – możecie ją kupić tutaj), to wiecie, że taka pomoc potrafi istotnie przełożyć się na efekty pracy i komfort życia. I że warto ją przemyśleć nawet, jeśli dopiero zaczynacie. 

A tymczasem wróćmy do głównego tematu.

A dlaczego tylko dziewczyny?

Zapewne nie umknęło Waszej uwadze także to, że projekt od samego początku był skierowany tylko do dziewczyn (aczkolwiek na bloga zapraszam wszystkich 🙂 ). 

Z czego to wynika?

Być może z faktu, że pracuję w jednej z najbardziej „męskich” branż. Już od kilkunastu lat poruszam się w swojej bańce – w świecie, w którym żyje się dobrze i zarabia się dobrze. W którym otwarcie rozmawia się o pieniądzach, rozważa kolejne inwestycje, buduje się swoją zamożność. Ale też w świecie, w którym otaczają mnie głównie mężczyźni – a w którym powinno być więcej dziewczyn, bo tematy związane z pieniędzmi dotyczą przecież każdej z nas tak samo, jak dotyczą mężczyzn. Bo, tak samo jak mężczyźni, bez pieniędzy nie możemy funkcjonować w dzisiejszym świecie, nie możemy poczuć się niezależne, wolne i bezpieczne.

I dotarło do mnie, że istnieje wiele barier, przez które dziewczyny muszą się przekopać na swojej drodze do finansowej niezależności. Wiele z nich jest w naszych głowach, co wynika często z wychowania i otoczenia. 

Ten temat jest szalenie ważny i będę go jeszcze nieraz poruszać. Ale wracając do naszego tematu: dlaczego TYLKO dziewczyny? Bo brakowało mi właśnie takiej typowo kobiecej przestrzeni do rozmów o inwestowaniu – takiej, w której nikt nikogo nie ocenia i w której można spytać o wszystko. Gdyby do grupy mogliby dołączać mężczyźni, to zapewne zmieniłaby się ona w jedną z wielu facebookowych grup, na których panowie stanowią ponad 90% członków. 

O tworzeniu grupy napiszę jeszcze więcej, a dzisiaj już zmierzamy do brzegu… 😉

Girls Money Club, workation

A stąd witałam się z Wami podczas workation na Maderze. 😉

Motto

Tak czy inaczej, stało się. Powstał projekt Girls Money Club, na start powstała grupa. A w mojej głowie powstało motto całego tego zamieszania. 

Brzmi ono tak:

Girls Money Club to projekt edukacyjny, który uzbroi jak najwięcej kobiet w Polsce w wiedzę oraz umiejętności, które skutecznie pomogą im zadbać o swoje finanse i karierę – a tym samym, pomogą bardziej cieszyć się życiem i odnaleźć czas na pasje i odpoczynek.

W tę misję wierzę od lat. 

Na szczęście minęły już czasy, w którym kobietom „nie wypada” rozmawiać o pieniądzach. Tu będziemy o nich rozmawiać cały czas, w kontekście własnych biznesów, budowania wspaniałych karier, skutecznego oszczędzania i inwestowania. 

Bo im więcej będziemy o tym mówić, tym więcej będziemy o tym wiedzieć – i tym lepiej będzie nam się żyło.  

W kolejnych odcinkach…

Na dzisiaj już koniec, chociaż historią Girls Money Club mogłabym się dzielić jeszcze długo… Wiecie już, jak powstał pomysł, a w kolejnych odcinkach „Kulis GMC” chętnie napiszę więcej o tworzeniu grupy, jej promocji, pracach nad stroną internetową oraz nad pierwszym kursem, itd. 

Wiem, że spora część z Was poważnie myśli o własnym biznesie lub ogólnie stworzeniu jakiegoś swojego miejsca online. Mam nadzieję, że nasze zakulisowe rozważania pomogą Wam dowiedzieć się więcej, jak tworzenie tego typu projektu wygląda w praktyce, krok po kroku. Co trzeba umieć, z jakich programów korzystać, ile to wszystko kosztuje… Ach, tematów jest mnóstwo!

Jeśli macie jakieś pytania dotyczące tego projektu, to piszcie śmiało!

Zapisz się na newsletter i pobierz e-booka 50 SPOSOBÓW NA ZARABIANIE!

Marzysz o tym, aby mieć dodatkowe źródło przychodu?

Chcesz zmienić pracę na taką, którą pokochasz i która przyniesie ci satysfakcjonujące zarobki?

A może twoim celem jest własny biznes?

.