Psychologia spekulacji: książka sprzed stu lat, która nadal jest aktualna

Ewa Zakrzewska
5 cze 2026

Recenzja powstała we współpracy barterowej z wydawnictwem Maklerska.pl


Czy zdarzyło ci się trzymać stratną pozycję tylko dlatego, że nie chciałaś zamknąć na minusie, bo dopóki nie sprzedasz, to jakby jeszcze nie straciłaś? Albo wyjść z rynku z zyskiem, a potem patrzeć, jak kurs rośnie bez ciebie i czuć, że popełniłaś błąd, mimo że właśnie zarobiłaś? Albo obiecać sobie, że już nigdy więcej – i wrócić przy następnej okazji, bo tym razem będzie inaczej? Henry Howard Harper – amerykański inwestor i obserwator rynku piszący na przełomie XIX i XX wieku – nazywa każdy z tych mechanizmów z imienia. Robi to bez moralizowania i bez teorii, przez konkretne opowieści o konkretnych ludziach, których obserwował przez dekady swojej kariery. I robi to z chirurgiczną precyzją, mimo że jego książka ukazała się po raz pierwszy w 1926 roku.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tę książkę, pomyślałam, że to kolejna pozycja o tym, jak nie stracić pieniędzy na giełdzie. Że znajdę tam kilka zasad, kilka przestróg, może trochę historii. Tymczasem „Psychologia spekulacji” to coś zupełnie innego: otrzymujemy portret psychologiczny człowieka, który styka się z rynkiem. I portret ten jest fascynująco aktualny.

Harper był praktykiem, nie teoretykiem. Nie pisał podręcznika inwestowania i sam zaznacza na początku, że właśnie dlatego, iż można się z tej książki czegoś nauczyć, niekoniecznie oznacza, że ktokolwiek tę wiedzę zastosuje. I to jest właśnie to, co w tej pozycji najbardziej mnie uderzyło – autor jest uczciwy do bólu. Mówi wprost: te zasady opisuję nie dlatego, że sam je zawsze robię dobrze, ale dlatego, że widziałem, co się dzieje, gdy się ich nie robi.

Jeśli dopiero zaczynasz rozumieć, jak działa giełda papierów wartościowych od strony mechanizmów i instrumentów, przeczytaj najpierw nasz przewodnik po giełdzie dla początkujących — ta recenzja będzie wtedy jeszcze bardziej trafna.

Zjawisko, które Harper opisuje, ma dziś swoją nazwę

Harper nie używa słów „neuronauka” ani „ekonomia behawioralna” – to pojęcia, które dopiero miały powstać. Ale opisuje z zadziwiającą precyzją zjawiska, które Kahneman, Thaler czy Shiller zbadają kilkadziesiąt lat później: efekt utopionych kosztów (trzymamy stratne pozycje, bo nie chcemy zamykać straty), nadmierną pewność siebie po serii sukcesów, podatność na szum informacyjny, myślenie stadne i to, co można by nazwać uzależnieniem od rynku.

Pisze między innymi:

„Hipnotyczny rytm zmian cen pojawiających się na taśmie tickera wywołuje pewnego rodzaju umysłowe odurzenie, które skraca perspektywę widzenia poprzez mimowolne uleganie chwilowym wpływom.”

Brzmi znajomo? Harper opisuje fizyczną taśmę z notowaniami, przy której traderzy siedzieli w biurach maklerskich i wpatrywali się w przewijające ceny. Dziś mamy aplikację w telefonie, ale mechanizm jest identyczny.

Autor książki idzie jednak dalej niż samo nazwanie tych mechanizmów, bo pokazuje nam, dlaczego wiedza o nich nie wystarczy. Jego argument jest prosty i bezlitosny: możesz przeczytać każdą książkę o błędach poznawczych, zdawać sobie sprawę ze wszystkich pułapek, a mimo to w środku aktywnej transakcji zachować się dokładnie tak, jak osoba, która o niczym nie wie. Rynek działa jak środowisko aktywnie destabilizujące zdolność do racjonalnego myślenia, ponieważ emocje są szybsze niż analizy.

To coś, co jako studentka psychologii (ze szczególnym zamiłowaniem do ekonomii behawioralnej) rozpoznaję na każdym kroku. Wiemy z badań, że sama świadomość błędu poznawczego chroni przed nim w warunkach laboratoryjnych, ale laboratorium to nie prawdziwy rynek, a ekran z wykresem to nie arkusz z pytaniami. W realnym środowisku, z prawdziwymi pieniędzmi i prawdziwym stresem, mózg cofa się do szybszych, bardziej emocjonalnych trybów przetwarzania. Harper opisał to w 1926 roku, nie znając jeszcze słów „System 1 i System 2″, wprowadzonych przez Kahnemana, ale już wtedy wiedział, co obserwuje.

Trzy archetypy, które rozpoznam na każdym forum inwestycyjnym

Jedna z najlepszych rzeczy w tej książce to galeria postaci – prawdziwych ludzi, których Harper obserwował przez lata swojej kariery. Każda historia jest inna, ale każda kończy się podobnie: człowiek z doświadczeniem, z kapitałem, z teorią… i mimo tak bogatego zaplecza, robi dokładnie to, czego nie powinno się robić.

Jest emerytowany kupiec, który przez ćwierć wieku handlował skórami i doskonale rozumiał, kiedy kupować tanio i sprzedawać drogo. Kupował zapasy, gdy rynek był przepełniony i ceny niskie, sprzedawał, gdy podaż wysychała. Logika prosta, skuteczna, wielokrotnie sprawdzona. Na giełdzie stosował tę samą zasadę z początku bez zarzutu, a potem, w 1915 roku, gdy świat pogrążał się w I wojnie światowej i akcje mimo to szły w górę, postanowił grać na spadki. Jego logika była prosta: hossa podczas globalnej katastrofy nie ma sensu, a rynek miał inne zdanie. Harper opisuje tę historię krok po kroku: jak człowiek dokładał do pozycji, przekonany, że za chwilę rynek musi go potwierdzić, jak tracił coraz więcej i wciąż nie wychodził, bo „bycie w błędzie przez tak długo” było dla niego psychologicznie nie do przyjęcia. Człowiek, który zaczynał jako milioner, stracił wszystko – każdego dolara, który przez ćwierć wieku wypracował w handlu skórami. Napięcie i ruina okazały się dla niego śmiertelne: Harper opisuje, jak pewnego dnia podczas sesji giełdowej załamał się nerwowo i został odwieziony do domu karetką i już nie wrócił do zdrowia. Wdowa po nim nie miała z czego opłacić nawet pogrzebu – rachunek pokryło bractwo, do którego mąż należał za życia. Tego rodzaju organizacje wzajemnościowe działały w tamtych czasach jak nieformalne ubezpieczenie: gdy członek umierał w biedzie, bracia składali się na pochówek. To był ostateczny symbol tego, co zostało z milionowego majątku.

Poznajemy również historię spekulanta od akcji kopalni miedzi, który kupił je tanio i mógł wyjść z ogromnym zyskiem dziesiątki razy – za każdym razem podnosił jednak poprzeczkę. „Jeszcze trochę, jeszcze trochę”, za każdym razem. Kurs rósł, on dorzucał akcje, kurs cofał się, kasowało mu zlecenia stop loss, odkupował wyżej… aż kurs spadł do 90 centów. Harper opisuje, że wiele z nas, uczestników rynku, doświadczyło podobnego stanu, który eliminuje zdrowy rozsądek. I że jest to naprawdę powszechne, szczególnie dla kogoś, kto wystarczająco długo patrzy na rosnący wykres.

I mamy też człowieka od Union Pacific, który wyszedł z rynku z pokaźnym zyskiem, ale nie mógł znieść myśli, że akcje dalej rosną bez niego. Odkupił je na absolutnym szczycie. Harper tłumaczy to precyzyjnie: nastawienie psychiczne „sprzedanego byka” wobec rosnącego rynku jest niemal takie samo jak nastawienie buldoga przykutego łańcuchem, gdy na podwórku toczy się bójka psów. Czujemy, że coś się dzieje, a przez to, że jesteśmy poza zdarzeniem, to boli nas nawet bardziej niż sama strata.

Każdą z tych historii czytałam z lekkim mrowieniem, bo wszystkie trzy wzorce – „fundamenty muszą w końcu wygrać”, „jeszcze trochę poczekam” i „nie mogę siedzieć z boku” – obserwuję regularnie. U innych, ale też żeby być całkiem uczciwa, również czasem u siebie.

To, co Harper mówi o tipsterach i pewnych systemach

Ten wątek jest w książce bardzo mocny, choć napisany językiem innej epoki. Harper opisuje całą klasę ludzi zarabiających na sprzedawaniu pewności – codziennych listów z rekomendacjami, „wewnętrznych informacji”, pewnych sygnałów z zarządów spółek. I mówi bez ogródek: to w większości fikcja. Albo celowe manipulacje, albo po prostu ludzka potrzeba odczuwania, że ktoś wie więcej.

Dziś te „listy z poradami” to newsletter z konta na Twitterze, telegramowa grupa z płatnym dostępem albo influencer pokazujący swój portfel. Mechanizm jest ten sam – ktoś sprzedaje pewność, a nabywcy chętnie ją kupują, bo niepewność jest psychologicznie nieznośna. Harper pisze, że przeciętny człowiek jest gotów zapłacić za poczucie, że wie, co zrobi rynek – i że właśnie to sprawia, iż rynek tipsterów kwitnie, niezależnie od epoki.

Warto zaznaczyć, że Harper wyraźnie oddziela hochsztaplerów od rzetelnych analityków. Nie mówi, że każda opinia rynkowa jest bezwartościowa, ale zwraca uwagę na to, że musimy rozróżniać między kimś, kto sprzedaje pewność, a kimś, kto opisuje warunki i ryzyko. I dodaje coś, co powinno być przestrogą dla każdego, kto szuka „pewnego systemu”: nie istnieje żaden niezawodny sposób zarabiania na giełdzie. Kto taki system sprzedaje – niestety kłamie albo się myli. To zdanie pada w książce wprost i jest uderzająco aktualne przy obecnym zalewie kursów, sygnałów i płatnych grup z „pewnymi zagraniami”.

O tym, jak oddzielać szum informacyjny od rzeczywistych, długoterminowych sygnałów rynkowych, piszemy też w artykule o inwestycyjnych megatrendach — warto go przeczytać zanim wróci się do obserwowania codziennych wykresów.

Spekulacja a hazard – to nie jest to samo, co myślisz

Harper poświęca sporo miejsca pytaniu, czym właściwie różni się spekulacja od hazardu. I dochodzi do wniosku, który może zaskoczyć: że sama giełda jako instytucja jest uczciwa. Że akcje to pełnoprawne towary. Że ryzyko nie tkwi w systemie, tylko w tym, jak się go używa.

To ważny punkt, bo wiele osób – szczególnie tych, które nigdy nie inwestowały – zakłada, że giełda jest z definicji loterią. Harper mówi coś odwrotnego: giełda jest jednym z najbardziej przejrzystych rynków, jakie istnieją. Każdy może sprawdzić wyniki spółki, jej zadłużenie, historię dywidend i ma dostęp do tych samych danych co wszyscy inni.

Autor książki stawia przy tym bardzo konkretną granicę: akcja kupiona poniżej swojej wartości wewnętrznej to inwestycja, nie hazard. Ryzyko pojawia się dokładnie w momencie, gdy zaczynasz kupować powyżej tej wartości i dokładać kolejne pozycje na górce, licząc, że ktoś zapłaci jeszcze więcej. To jest właśnie to, co zamienia inwestowanie w hazard. Ta teza jest dla mnie jedną z ważniejszych w całej książce – szczególnie że dziś pokutuje przekonanie, iż samo wejście na rynek jest już czymś ryzykownym. Według Harpera ryzyko zaczyna się później i jest przede wszystkim w nas, a nie w samym rynku.

Krach 1929 roku jako epilog

Książka kończy się rozdziałem napisanym po krachu: Harper dodał go do wydania z 1930 roku. I to jest być może najcenniejsza część całej pozycji, bo czyta się ją jak analizę w czasie rzeczywistym.

Harper opisuje, jak zupełnie racjonalni, doświadczeni ludzie dali się wciągnąć w narrację „nowej ery” – że tym razem jest inaczej, że System Rezerwy Federalnej wyeliminował cykliczność, że akcje mogą rosnąć w nieskończoność. I pokazuje, że mechanizm nie był irracjonalny w izolacji, bo przez wiele lat strategia „kup i trzymaj” rzeczywiście działała. Problem polegał na tym, że ta wcześniejsza słuszność uśpiła czujność.

Szczególnie uderzyło mnie zdanie o funduszach inwestycyjnych, które w tamtych czasach były nowością i sprzedawano je jako bezpieczną alternatywę dla indywidualnej spekulacji. Harper opisuje, jak kolejne emisje rozchodziły się błyskawicznie, jak ludzie czuli, że dostają dostęp do czegoś ekskluzywnego, jak „wielkie nazwiska” dodawały wiarygodności. Ten mechanizm bez trudu przyrównałabym dziś do produktów strukturyzowanych, ETF-ów tematycznych sprzedawanych na szczycie hossy albo kryptowalut. Cóż, formy się zmieniają, a psychologia zostaje właściwie niezmienna.

Harper pisze też coś, co brzmi jak komentarz do każdego kryzysu finansowego z ostatnich stu lat: kiedy krach nadszedł, eksperci zaczęli szukać winnych – Rezerwy Federalnej, Londynu, Berlina, polityków. Nikt nie mówił, że winna była wypaczona psychologia samych graczy. Bo w końcu zawsze łatwiej znaleźć zewnętrzną przyczynę niż przyznać, że zachowało się irracjonalnie. 😉

Co ta książka dała mi osobiście

Czytałam „Psychologię spekulacji” w czasie, gdy dużo myślałam o tym, jak emocje wpływają na decyzje inwestycyjne i Harper dał mi coś, czego nie dały mi żadne akademickie opracowania: bardzo konkretne obrazy.

Przez lata czytania o finansach behawioralnych wiedziałam, czym jest overconfidence bias czy efekt dyspozycji Harper pokazał mi jednak, jak to wygląda naprawdę – od środka, krok po kroku, z pełnym ciągiem emocji i myśli, który prowadzi człowieka do katastrofy, mimo że na każdym etapie miał szansę wyjść.

Jest w tej książce jedno zdanie, które zostało ze mną długo po tym, jak skończyłam czytać. Harper pisze, że mądrość i panowanie nad własnymi impulsami w spekulacji „osiągają swoją dojrzałość w bardzo późnym wieku” i że nawet makler z trzydziestoletnim stażem na parkiecie regularnie traci na własnych transakcjach połowę tego, co zarabia dla klientów. Można wiedzieć naprawdę dużo, mieć ogrom doświadczenia i nadal nie być odporną.

I może właśnie na tym polega wartość tej książki: nie uczy, jak inwestować. Uczy, jak się nie dać sobie samej.

Czy warto przeczytać?

Tak – i to niezależnie od tego, czy inwestujesz aktywnie, czy dopiero zaczynasz myśleć o rynku. Właściwie powiedziałabym, że im mniej kobieta wie o inwestowaniu, tym ważniejsze jest, żeby zaczęła od tej książki, a nie od analizy technicznej czy strategii opcyjnych.

Bo Harper mówi coś, czego większość podręczników pomija: możesz mieć rację co do spółki, co do wyceny, co do trendu i nadal stracić pieniądze, jeśli nie znasz siebie. Giełda nie testuje wiedzy, testuje Twój charakter.

Jeśli jesteś gotowa na taką lekturę, książkę znajdziesz w księgarni Maklerska.pl.

https://maklerska.pl/ksiegarnia/psychologia-spekulacji/

📌 Chcesz zbudować wiedzę inwestycyjną, która pozwoli Ci podejmować decyzje z głową, a nie pod wpływem emocji? Kurs Inwestowania od Podstaw 2.0 przeprowadzi Cię przez cały proces — od rachunku maklerskiego po własną strategię długoterminową. Sprawdź kurs →

Ewa Zakrzewska

Autorka

Ewa Zakrzewska

Cyfrowa nomadka, inwestorka, swing traderka, entuzjastka blockchainu, pedagożka oraz studentka psychologii, twórczyni internetowa @futurevva

Może zainteresują Cię również:

Zdobądź spersonalizowany plan edukacji finansowej za 0 złotych!

Z

Quiz obejmuje pytania dotyczące twojej aktualnej sytuacji, które pozwolą nam ocenić, w którym miejscu drogi do niezależności i wolności finansowej jesteś.

Z
Otrzymasz wyniki oraz gotowy plan od razu po wykonaniu quizu, zupełnie za darmo i bez konieczności podania maila (ale jeśli będziesz chciała, to możesz zostawić nam maila i otrzymać na niego rozszerzoną wersję planu).
Z

Dzięki temu zaczniesz pracować nad swoją drogą do wolności finansowej od razu. Nie czekaj! Najlepszy moment na ogarnięcie swoich finansów jest TERAZ!

Edukacja finansowa dla kobiet | Girls Money Club

Chcesz otrzymywać regularne wiadomości ze świata gospodarki?

Chcesz lepiej rozumieć, co dzieje się w światowej gospodarce i jak to wpływa na Twoje pieniądze? Zapisz się na nasz piątkowy newsletter! Obiecujemy zero spamu, za to starannie wyselekcjonowane wiadomości ze świata większych i mniejszych pieniędzy oraz wskazówki i polecajki ciekawych materiałów od założycielki GMC.

W zamian za zapis do newslettera otrzymujesz pakiet 3 świetnych i praktycznych e-booków: „Pytania i odpowiedzi początkującej inwestorki”, „50 pomysłów na dodatkowe źródło dochodu” oraz „Praca zdalna – jak połączyć podróże z zarabianiem?”