Lato na RODOS, czyli jak zostałam działkowcem

Rodzinne Ogrody Działkowe, przez niektórych uważane za relikt socjalizmu, nadal cieszą się dużym zainteresowaniem. Sprawdź czy warto je mieć.

RODy, czyli Rodzinne Ogrody Działkowe, przez niektórych uważane za relikt socjalizmu, niezmiennie cieszą się dużym zainteresowaniem. Mają one bowiem kilka niezaprzeczalnych zalet: spokój, zieleń, a przy tym relatywnie niewielką odległość od centrum miasta oraz przystępność cenową. Jak więc kupić taki ogródek działkowy i czy w ogóle warto? Dziś piszę o tym, jak zostałam działkowcem. 

Kto z nas nie marzy o własnym kawałku zieleni – obojętnie czy motywowane jest to tęsknotą za bliskością natury, smakiem warzyw z samodzielnie uprawianego ogródka czy potrzebą leżakowania w słońcu 😉.

Jednak nie dla wszystkich marzenie to jest równoznaczne z wyprowadzką na wieś, czy do segmentu pod miastem – część osób chciałaby zachować udogodnienia, do których przywykła mieszkając w mieście (komunikację publiczną, sklepy, usługi), a innych zwyczajnie nie stać na zakup gotowego domu lub działki. Liczba mieszkań z ogromnymi tarasami (Dorota, pozdrawiam 😃) albo ogródkami parterowymi również jest ograniczona, i konieczny jest wtedy zakup mieszkania, co znacznie podwyższa koszt całej inwestycji. Wtedy z pomocą zjawia się pomysł rodem z końca XVIII wieku, czyli ogródki działkowe.

Ojczyzną ogródków działkowych jest Dania, a do Polski zawitały 100 lat później wraz z przełomem XIX i XX wieku. W późniejszych latach traktowane były trochę jak relikt socjalizmu („Pracownicze Ogrody Działkowe”), a trochę jako rozrywka dla emerytów, wielokrotnie mierząc się z groźbami „likwidacji” lub wywłaszczeń.

Jednak obecnie RODy (czyli Rodzinne Ogrody Działkowe) mają się dobrze, a od czasów pandemii wręcz wyśmienicie. Polacy docenili możliwości, jakie dają i podczas gdy lasy były zamknięte, bo były zbyt niebezpieczne 😉, działkowicze mogli swobodnie korzystać ze swoich ogródków. Nic dziwnego, że w szybkim tempie przybyło chętnych, a co za tym idzie, ceny również poszły mocno do góry. Wszyscy, którzy stają przed dylematem zakupu, powinni jednak odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie – chcąc nabyć ogródek działkowy, co tak naprawdę kupuję?

Mam ogródek działkowy – czy to znaczy, że mam działkę?

Za każdym razem, kiedy w rozmowach pojawia się temat RODów (a szczególnie widać to w  dyskusjach w mediach społecznościowych), trwa spór odnośnie tego, czym tak naprawdę jest ogródek działkowy i do czego kupujący nabywa prawo. Czy to własność? Użytkowanie wieczyste? Dzierżawa? 

Aspekty prawne uregulowane są w ustawie z dnia 13 grudnia 2013 roku o rodzinnych ogrodach działkowych (do poczytania dla chętnych 😉), a tak w skrócie: mając ogródek działkowy jest się właścicielem obiektów, naniesień i nasadzeń (czyli m.in. altanki, drzewek owocowych, krzewów itp.), a użytkownikiem (ale nie wieczystym!) i dzierżawcą działki. Użytkowanie wieczyste gruntu jest prawem równie „silnym” co własność gruntu, a w przypadku ogródka działkowego, działkowcom przysługuje dużo słabsze prawo „dzierżawy działkowej”. Jeśli gdzieś pojawia się użytkownik wieczysty – to jest nim np. PZD (Polski Związek Działkowców), w sytuacji gdzie właścicielem gruntu jest Skarb Państwa lub gmina. Skoro już wiemy, że kupując ogródek działkowy nabywamy tak naprawdę prawo dzierżawy działkowej wraz z naniesieniami, to zostaje pytanie – jak się do tego zabrać?

Jak zostać właścicielem ogródka działkowego, czyli trochę teorii…

O ile nie mamy ogródka działkowego „w rodzinie”, to żeby zostać działkowcem, mamy do wyboru dwie drogi: można albo zawrzeć umowę dzierżawy działkowej z zarządem danego RODu, albo umowę przeniesienia prawa do działki z poprzednim właścicielem. Wzory obu umów dostępne są na stronie PZD, a różnica między nimi polega na tym, że zarząd przekazuje nam działkę, która nie jest przez nikogo użytkowana (np. została oddana, odebrana, albo użytkownik zmarł nie zostawiając spadkobierców), albo transakcja zbycia dokonywana jest przez osobę, która już nie chce lub nie może być dłużej działkowcem. 

Niestety, ale PZD nie prowadzi wykazu wolnych działek, więc każdy zainteresowany musi samodzielnie dowiadywać się czy w danym ROD są dostępne działki. Co ważne, kiedy zarząd rozpatruje nasz wniosek, bierze pod uwagę obecne miejsce zamieszkania – zgodnie z zasadami nie możemy nabyć prawa do działki, która jest daleko od naszego miejsca zamieszkania, bo nie zostają wtedy spełnione przesłanki funkcjonowania działki ROD, czyli zaspokajanie potrzeb wypoczynkowych, rekreacyjnych i „poprawa warunków socjalnych członków społeczności lokalnych”. 

Zwyczajowo mówi się o zakupie ogródka działkowego – nie jest to do końca poprawne, bo tak jak wcześniej wspomniałam transakcji podlegają de facto rośliny i obiekty znajdujące się na działce, a sam grunt jest przedmiotem dzierżawy. To, ile wyniesie cena naniesień i nasadzeń, jest mocno indywidualną kwestią – czasami rudery potrafią kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych – chociaż z „pozadziałkowej” perspektywy rynkowej ich wartość jest znacznie niższa. Jednocześnie nie ma możliwości wejścia w umowę dzierżawy z wyłączeniem nabycia części składowych nieruchomości. Więc owszem, przepłacamy za ruderę (o ile jest), albo dajemy kilka tysięcy złotych za trzy rachityczne jabłonki, tylko po to, żeby wejść w prawo użytkowania tego konkretnie ogródka działkowego.

Co jeszcze musi wykazać osoba ubiegająca się o działkę? Potencjalny działkowiec nie może posiadać innej działki (chociaż zdarzają się jeszcze działki „podwójne” obszarowo), z tego też powodu małżeństwo ma prawo tylko do jednej działki, którą ma użytkować wspólnie. Krajowy Zarząd ROD wprost przyznaje, że ogródki mają służyć umacnianiu więzi rodzinnych, i obecnie jest zbyt duże zapotrzebowanie, żeby wspierać skupowanie działek. Co ciekawe, jako nadużycia wymienia się bezprawne łączenie przylegających do siebie działek, powiększanie ich powierzchni czy prowadzenie „handlu działkami”, który uniemożliwia osobom niespokrewnionym pozyskanie takiego ogródka.

…. i część praktyczna zostawania działkowcem

Standardem poszukiwacza jest przeglądanie portali ogłoszeniowych, gazet, lokalnych grup w mediach społecznościowych itp. Działki sprzedają różni ludzie i z różnych powodów, dlatego nie powinniśmy się ograniczać tylko do jednego źródła. Jeśli przez dłuższy czas nie znaleźliśmy ogłoszenia, polecam osobisty kontakt z zarządem danego ROD – często trzeba się dostać „na teren” ogródka, żeby spisać numery telefonów albo móc porozmawiać z członkiem zarządu. Czasami w gablocie lub na płocie wywieszane są informację, że ktoś chce sprzedać działkę – warto więc co trochę sprawdzać i pamiętać, że ogródki mają zazwyczaj kilka wejść i gablot, i w każdej może być coś innego 😉. Popularną metodą na znalezienie działki jest też wywieszanie na płocie interesującego nas RODu własnego ogłoszenia o chęci zakupu. Można też próbować nienachalnie zaczepiać wchodzące na ogródki osoby (a teraz w sezonie jest o to naprawdę łatwo, szczególnie w godzinach kiedy można podlewać 😉), i pytać. Z reguły działkowicze się znają, rozmawiają ze sobą i wiedzą, które działki leżą odłogiem i nikt się nimi nie zajmuje,  kto z sąsiadów planuje wyprowadzkę i sprzedaż, a komu zdrowie nie pozwala się już cieszyć działką. Często Zarząd ROD prowadzi listę osób oczekujących na działkę, więc nawet gdy usłyszymy, że „nie ma wolnych” to warto drążyć dalej. 

Jeśli już mamy osobę, od której możemy kupić działkę, to następnym krokiem jest podpisanie umowy przeniesienia prawa do działki, przy czym konieczna jest wizyta u notariusza. Nie jest to w żadnym wypadku akt notarialny, a jedynie podpisy pod umową muszą być poświadczone notarialnie (przy okazji: płaci się za poświadczenie każdego podpisu na każdym z trzech egzemplarzy – z tego względu często w małżeństwie działka i tak jest „kupowana” na jedną osobę). Czasami ROD ma notariusza, z którym współpracuje i może polecić, czasami szybciej jest znaleźć własnego. Kiedy już mamy taką umowę należy udać się do zarządu, gdzie sprzedający składa wniosek o zatwierdzenie umowy – Zarząd ROD ma dwa miesiące na decyzję. W praktyce, warto po dogadaniu się ze sprzedającym, umówić się z zarządem, kiedy będą dostępni, a następnie znaleźć notariusza, u którego tego dnia podpisze się umowę – wtedy z gotowym egzemplarzem idziemy do zarządu, a zarząd „od ręki” (przy odrobinie dobrej woli) zatwierdza wniosek. Jeśli to nam się nie uda, pozostaje czekanie przez okres maksymalnie dwóch miesięcy, w czasie których to sprzedający zachowuje prawo do działki. Po upłynięciu terminu działka jest już nasza.

W sytuacji. gdy chcemy kupić działkę „z puli” RODu, umowa dzierżawy działkowej podpisywana jest z Zarządem ROD w formie zwykłej pisemnej umowy, a prawo do dzierżawy działkowej uzyskujemy z dniem jej podpisania. Nie ma czasu oczekiwania na zatwierdzenie tej umowy, bo uchwała w tej sprawie jest podejmowana przez Zarząd ROD przed podpisaniem umowy. Obojętnie jaką drogę wybraliśmy, umowa zawierana jest na czas nieoznaczony (czyli bezterminowo), przy zachowaniu zgodności z regulaminem (a więc konieczne jest przestrzeganie regulaminu oraz uiszczanie opłat).

Ja moją działkę znalazłam na popularnym serwisie z ogłoszeniami, jednak to, co bardzo pomogło mi w zakupie, to wizyta na ogródkach przed ostateczną decyzją o zakupie – wtedy przypadkiem trafiłam przy furtce na ówczesną Panią Skarbnik z Zarządu ROD. Ona opowiedziała mi o innych dostępnych działkach, oraz że „moja” już była raz wystawiana i się nie sprzedała – ta informacja dała mi później silną pozycję do negocjacji ceny 😊.

O czym jeszcze musi pamiętać działkowiec?

Jeśli umowę mamy już załatwioną, pozostaje nam uiszczenie dwóch jednorazowych opłat, potocznie zwanych opłatą inwestycyjną i wpisowym. Opłata inwestycyjna składa się z dwóch części – w jednej przeznaczona jest na inwestycje, remonty i bieżącą konserwację infrastruktury ogrodowej, a jej wysokość ustala Zarząd ROD (nie może przekroczyć wartości infrastruktury ogrodowej przypadającej na jedną działkę w ROD); w pozostałej części przeznaczona jest na zarządzanie ROD, i ustalana jest przez Okręgową Radę PZD (maksymalnie jako 25% minimalnego wynagrodzenia, do tej pory nie więcej niż 650 zł). Wpisowe ustalane jest przez Krajową Radę PZD i wynosi kilkaset złotych. W obu przypadkach nie są to duże kwoty (w kontekście zakupu całego ogródka), ale warto mieć ich świadomość.

Następnie, każdy działkowiec ma obowiązek corocznie wnosić opłaty ogrodowe (składki członkowskie), których wysokość uchwalana jest przez walne zebranie w ROD. Tu dużo zależy od ogródka i jego infrastruktury, jednak koszty to zazwyczaj od kilkunastu groszy do kilku złotych za metr kwadratowy gruntu działki. W zależności od sposobu rozliczenia, do opłat dochodzą także koszty zużytej wody oraz energii elektrycznej (wg wskazań liczników, lub w przypadku niskiego użycia opłata ryczałtowa – np. 5 zł za rok). 

Regulamin dokładnie określa, jak można użytkować i czym zagospodarować nasz ogródek. Chcemy altanę? Proszę bardzo, ale trzeba spełnić wymagania dotyczące powierzchni zabudowy i wysokości. Drzewka – jak najbardziej, ale przed wsadzeniem najpierw musimy sprawdzić jakie gatunki są zabronione i jakie minimalne odległości od granic działki muszą być spełnione. Dodatkowo każda działka musi mieć być odpowiednie wyposażona w zbiornik na deszczówkę czy kompost. Ogródki działkowe nie mogą służyć jako miejsce stałego zamieszkiwania, prowadzenia działalności gospodarczej lub działalności zarobkowej. Nie można działki oddawać w użytkowanie osobie trzeciej (ani płatnie, ani bezpłatnie), traktować jako miejsca chowu lub hodowli (chyba, że chodzi o kury, gołębie lub króliki, przy czym maksymalną liczbę zwierząt określa zarząd). Trzeba pamiętać o terminowym płaceniu opłat ogrodowych, i o tym, że każde nieprzestrzeganie zasad stanowi podstawę do wypowiedzenia umowy przez Zarząd ROD – czyli działka znowu trafia w pulę działek „do wzięcia”.

A jakie są minusy posiadania ogródka działkowego?

Jak ze wszystkim, także i posiadanie działki ma drugą stronę medalu. Oprócz wspomnianych wcześniej opłat oraz surowych regulacji, z ogródka korzystamy, ale nie mamy żadnego „silnego” prawa do gruntu. W przypadku gdy ogródek działkowy będzie likwidowany, przysługuje nam wynagrodzenie za nasadzenia, urządzenia i obiekty będące naszą własnością – chyba ze wykonane zostały niezgodnie z prawem. Również dziedziczenie nie dzieje się z automatu, tylko wymaga spełnienia określonych warunków – np. jeśli jesteśmy jedynym właścicielem, to prawo po nas może nabyć małżonek, o ile w ciągu 6 miesięcy od śmierci dopełni w Zarządzie ROD odpowiednich formalności.

Czy warto być działkowcem?

Choć cały proces pozyskania działki może być żmudny i czasochłonny, należy pamiętać, że przebrnięcie przez to, to dopiero początek przygody. Później podpisujemy stosowny regulamin, otrzymujemy kalendarz działkowca, roczną prenumeratę miesięcznika „Działkowiec” i prawdziwa praca dopiero się zaczyna – ta w ogrodzie 😊. O ROD trzeba i warto dbać, a od nas samych zależy, jak wysoko postawimy sobie poprzeczkę. Niektórzy idą mocno w warzywniaki, inni skupiają się na altankach, placach zabaw, inni chcą mieć tylko trawnik i kwiaty. Obojętnie którą drogę wybierzemy, potrzebna jest nasza uwaga oraz regularna praca fizyczna. Przez płot można poznać fantastycznych ludzi (w każdym wieku), posłuchać złotych rad od bardziej doświadczonych osób albo wspólnie ponarzekać na suszę / opady / ślimaki. Stajemy się częścią społeczności działkowców: ktoś do nas przyjdzie pożyczyć kosiarkę elektryczną, a za tydzień w podziękowaniu przyniesie sadzonkę pomidorów. 

Ze swojej perspektywy mogę potwierdzić, że warto być działkowcem. Nie traktowałabym RODu jako inwestycji – szanse na ich dalsze przetrwanie nie oceniam wysoko, a w razie czego wynagrodzenie za nasadzenia i obiekty będzie zapewne tylko symboliczne. Ale dla swojego zielonego kawałka w mieście, tu i teraz, uważam, że warto. 

Zapisz się na newsletter i pobierz e-booka 50 SPOSOBÓW NA ZARABIANIE!

Marzysz o tym, aby mieć dodatkowe źródło przychodu?

Chcesz zmienić pracę na taką, którą pokochasz i która przyniesie ci satysfakcjonujące zarobki?

A może twoim celem jest własny biznes?

.