200 odcinek podcastu: Złota klatka, moje ekstrawaganckie wydatki, zaczynanie od 0 – odpowiedzi na wasze pytania
10 pytań na odcinek podcastu numer 200! Dziś odpowiem na Wasze najbardziej intrygujące pytania m.in. o wydatki, których żałuję, o to, czy można mieć za dużo pieniędzy, o to czy pieniądze dają wolność czy zmieniają rodzaj klatki i o to, jak zacząć wszystko od zera.
Posłuchaj podcastu na YouTube!
Całość wysłuchasz na wybranej platformie podcastowej oraz na naszym kanale YouTube Girls Money Club.
Posłuchaj w swojej ulubionej aplikacji:
3. Na co wydałam sporo pieniędzy i potem tego żałowałam?
4. Jak wyjść z 400 tysięcy złotych długu bez zdolności kredytowej?
Pierwszą rzeczą, którą warto zrobić, jest praca nad restrukturyzacją długu. Z większością wierzycieli da się rozmawiać i negocjować warunki spłaty niezależnie od tego, czy jest to bank, instytucja finansowa czy osoba prywatna. Przy dużych długach bardzo często największym problemem stają się koszty ich obsługi, dlatego rozłożenie zobowiązania na dłuższy okres lub zmiana warunków spłaty może dać chwilowy bufor i przestrzeń do działania. Wierzycielom zależy na odzyskaniu pieniędzy, więc w wielu przypadkach również im opłaca się dojść do porozumienia.
5. Czy chciałabym stworzyć własną walutę? I jak bym ją nazwała?
To pytanie dotyka tematu walut w bardzo szerokim kontekście. Z jednej strony mamy dziś tradycyjne waluty emitowane przez banki centralnem, takie jak dolar, euro, złoty czy jen, które funkcjonują w obiegu i podlegają centralnej kontroli. Z drugiej strony pojawiły się kryptowaluty, które działają w zupełnie inny sposób, są zdecentralizowane i nie mają jednej instytucji zarządzającej ich emisją. Pytanie o własną walutę jest więc tak naprawdę pytaniem o to, czy chciałabym stworzyć coś, nad czym sprawowałabym pieczę albo co realnie funkcjonowałoby w obrocie.
Ten temat nie jest mi zupełnie obcy. Cały czas zastanawiam się nad stworzeniem czegoś, co byłoby dla Was ciekawe i realnie wartościowe. Większość walut ma dziś wartość głównie dlatego, że można nimi płacić, ale nie są one dobrym sposobem przechowywania wartości w czasie ze względu na inflację. Dlatego bliższe jest mi myślenie o czymś, co można wymienić na konkretne dobra, wiedzę lub usługi. Jeszcze nie wiem, jak dokładnie miałoby to wyglądać ani jak taka waluta miałaby się nazywać, ale sam temat krąży już od dawna, chociażby w kontekście GMCoinów w Girls Money App, które mają dawać różnego rodzaju bonusy i bardziej ekskluzywne dostępy. W tym sensie temat „naszej” waluty prędzej czy później będzie miał swoją kontynuację.
6. Czy boję się mówić w sieci o tym, że mam dużo pieniędzy?
To pytanie jest w pełni uzasadnione, bo obecność w sieci oznacza nie tylko kontakt z osobami życzliwymi, ale też wystawienie się na krytykę i różne reakcje. Mam w sobie pewne obawy związane z mówieniem otwarcie o pieniądzach, natomiast zdaję sobie sprawę, że jest to pewnego rodzaju kompromis, na który trzeba się zgodzić, jeśli chce się prowadzić działalność edukacyjną związaną z finansami. W takich projektach kluczowa jest wiarygodność, a w świecie pieniędzy ona działa trochę inaczej niż w wielu innych branżach.
W finansach wykształcenie, doświadczenie zawodowe czy certyfikaty mają znaczenie, ale ostatecznie pieniądze „umie” ta osoba, która je faktycznie ma. Do posiadania dużych pieniędzy nie są potrzebne żadne certyfikaty ani formalne tytuły, co z jednej strony prowadzi do wielu nadużyć i samozwańczych ekspertów w internecie, a z drugiej sprawia, że posiadanie pieniędzy staje się głównym wyznacznikiem skuteczności. To powoduje, że jeśli chce się być wiarygodnym w tej branży, te pieniądze w jakiś sposób trzeba pokazać. Jest to wada działalności w sieci, ale jednocześnie element nieunikniony.
Mam też świadomość, że nawet gdyby mnie w sieci nie było, gdyby media społecznościowe przestały działać albo gdybym zdecydowała się całkowicie z nich zniknąć, nadal mam wiedzę inwestycyjną i dochody z inwestycji, które pozwalają mi spokojnie żyć. Mimo to, jeśli chcę działać publicznie jako edukatorka, muszę akceptować ten koszt. Nigdy nie chciałam być finansistką „dobrą tylko na papierze”, ale osobą, która potrafi zarówno zarabiać i inwestować, jak i przekazywać dalej wiedzę o tym, co faktycznie działa. Wiem też, że wiele kompetentnych osób w ogóle nie dzieli się taką wiedzą, dlatego traktuję to jako lukę, którą staram się wypełniać i jest to koszt mojej działalności, który akceptuję.
7. Co zrobić, jeśli masz rozrzutnych przyjaciół?
To pytanie dotyczy przede wszystkim sytuacji, w której wydajemy pieniądze inaczej niż osoby nam najbliższe. W takiej sytuacji najważniejsze jest zaakceptowanie faktu, że nie mamy obowiązku zmieniać czyichś nawyków finansowych. To, co z naszej perspektywy wygląda na rozrzutność, dla kogoś innego może być w pełni uzasadnionym sposobem wydawania pieniędzy, na przykład na doświadczenia i przeżycia, które dają tej osobie radość. Dlatego warto unikać oceniania i ingerować tylko wtedy, gdy widzimy, że czyjeś wydatki realnie komuś szkodzą, nam lub tej osobie.
Jeśli jednak rozrzutność bliskich zaczyna wpływać na nasze decyzje finansowe, warto jasno postawić granice i zaproponować alternatywy. Jeżeli przyjaciele regularnie wybierają drogie restauracje czy kosztowne wyjazdy, a nam to nie odpowiada, można zaproponować inne formy spędzania czasu, jak spotkanie w domu, wspólne gotowanie, piknik czy inne aktywności bardziej przyjazne dla naszego budżetu. Ważne jest, by pamiętać, że nawet jeśli ktoś ma inny styl wydawania pieniędzy, to my również mamy prawo do własnych priorytetów i własnych granic.
Kluczowe jest też świadome podejście do własnych pieniędzy. Wiele osób ulega zewnętrznym wpływom właśnie dlatego, że nie ma jasno określonego stylu wydawania czy inwestowania. Jeśli wiemy, na co chcemy przeznaczać pieniądze i jakie są nasze priorytety, łatwiej jest bronić swoich decyzji bez poczucia skąpstwa czy wstydu. Nie warto próbować zmieniać innych. Zamiast tego własnym przykładem można pokazywać, że konsekwentne działanie zgodne z własnymi wartościami przynosi efekty. Jeśli ktoś będzie chciał coś z tego przejąć, to świetnie. Jeśli nie, to również w porządku.
8. Co bym zrobiła, gdybym teraz zaczynała od zera?
To pytanie pojawiało się w różnych wariantach, ale wszystkie sprowadzały się do jednego scenariusza: zaczynanie od zera, bez pieniędzy, oszczędności, zaplecza w postaci mediów społecznościowych czy sieci kontaktów. W moim przypadku, biorąc pod uwagę doświadczenie i przedsiębiorczą naturę, naturalnym kierunkiem byłaby własna działalność: najpierw nierejestrowana, przy niewielkich przychodach, a później jednoosobowa firma. To jednak wynika z mojego charakteru i kompetencji, nie każdy musi i nie każdy chce iść tą drogą. Kluczowe byłoby dla mnie wykorzystanie faktu, że żyjemy w świecie szybkich zmian, które z jednej strony są wyzwaniem, a z drugiej tworzą nowe możliwości zarabiania i budowania biznesu.
Jednocześnie, jeśli celem byłoby szybkie finansowe „stanięcie na nogi”, potraktowałabym etat jako tymczasowy bufor. Z czegoś trzeba się utrzymać, koszty życia istnieją niezależnie od ambicji czy planów. W takiej sytuacji poszłabym do jakiejkolwiek pracy, która pozwoliłaby pokryć podstawowe wydatki, a dopiero równolegle, po godzinach lub w weekendy, budowałabym własny projekt. Etat nie musiałby być idealnie dopasowany do kompetencji. Jego rolą byłoby zapewnienie bezpieczeństwa finansowego na start i stworzenie przestrzeni do rozwijania czegoś własnego bez presji natychmiastowych wyników.
Najważniejszym kapitałem w scenariuszu „od zera” nie są jednak pieniądze ani zasięgi, tylko wiedza i umiejętności. Każda osoba ma inne zasoby, nie każdy musi być ekspertem w wąskiej dziedzinie. Można budować swoją drogę, oferując usługi, wsparcie organizacyjne, komunikacyjne czy administracyjne, również online. Internet i media społecznościowe sprawiają, że miejsce zamieszkania przestaje mieć znaczenie, a możliwości rozwoju są dziś większe niż kiedykolwiek. Kluczowe jest uświadomienie sobie, co potrafimy, w czym jesteśmy dobre i co możemy realnie zaoferować innym.
9. Czy pieniądze naprawdę dają wolność, czy tylko zmieniają rodzaj klatki?
To pytanie jest przewrotne, bo w finansach często powtarza się myśl, że prawdziwie wolna może być osoba albo bardzo biedna, albo bardzo bogata. W obu przypadkach niewiele „musi” albo dlatego, że nie ma nic do stracenia, albo dlatego, że ma na tyle dużo, by wypisać się z codziennego pędu. Pieniądze mogą więc dawać wolność, ale nie jest to automatyczne. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób z nich korzystamy i jaki model życia wybieramy. Można zbudować kapitał i żyć z inwestycji, dywidend czy dochodów pasywnych, ale dla wielu osób taka wolność okazuje się zaskakująco… nudna.
Widzę to także po sobie. Teoretycznie mogłabym całkowicie się wycofać, nie prowadzić biznesu, nie działać publicznie, po prostu „żyć spokojnie”. Tylko że lata pracy, zdobywania umiejętności i budowania kompetencji sprawiają, że ja tego nie chcę. Brak wyzwań, kontaktów i sensownej aktywności szybko stałby się dla mnie psychicznie męczący. I wiem, że wiele osób, które doszły do dużych pieniędzy własną pracą, ma podobnie. Wolność finansowa niekoniecznie oznacza chęć całkowitego odcięcia się od działania.
Z drugiej strony pieniądze bardzo często zmieniają jedynie rodzaj klatki. Własny biznes to wolność, ale też odpowiedzialność: za ludzi, za zobowiązania, za decyzje, których nie da się po prostu „odwołać”. Im większy kapitał, tym większa skala działań i tym większe zobowiązania również te, które bierzemy na siebie dobrowolnie, bo chcemy robić rzeczy ambitniejsze, ciekawsze, bardziej wpływowe. Dlatego odpowiedź na to pytanie brzmi: to zależy. Pieniądze mogą dawać wolność, ale mogą też stać się klatką, często taką, do której wchodzimy świadomie, bo bardziej niż spokoju potrzebujemy sensu i wyzwań.
10. Co zmienia się po osiągnięciu FIRE?
To pytanie dobrze domyka całość, bo dotyczy tego, co faktycznie dzieje się „po drugiej stronie” wolności finansowej. Z perspektywy mojego doświadczenia odpowiedź może być zaskakująca: zmienia się niewiele. Kiedyś wydawało mi się, że osiągnięcie FIRE będzie momentem przełomowym, że pojawi się potrzeba radykalnej zmiany życia, miejsca, sposobu funkcjonowania. Tymczasem bardzo łatwo ten moment… przegapić. Przy wielu źródłach dochodu, inwestycjach i intensywnej codzienności może się nawet zdarzyć, że dopiero po czasie uświadamiamy sobie, że ten próg został już osiągnięty.
To wiąże się też z tym, o czym mówiłam wcześniej, z innym rodzajem „klatki”. Gdy osiągamy FIRE, często nie rezygnujemy z działania, tylko zaczynamy robić inne rzeczy. W moim przypadku nie było jednego dnia, w którym wszystko się zatrzymało. Raczej naturalnie pojawiły się nowe projekty, nowe wyzwania i nowe formy aktywności. Dlatego nie mam poczucia, że FIRE diametralnie zmieniło moje codzienne wybory. Bardziej zmienił się ich kontekst i poziom swobody, ale nie sama potrzeba działania.
Najważniejsze jest jednak to, że zmiana nie zachodzi po osiągnięciu FIRE, tylko dużo wcześniej. Największy przełom w moim myśleniu wydarzył się wtedy, gdy jeszcze na studiach przeczytałam o FIRE i zaczęłam inwestować. To wtedy zmieniło się moje podejście do pieniędzy, a inwestowanie stało się czymś oczywistym, czymś, co robię w pierwszej kolejności, a nie „z resztek”. I właśnie ta wcześniejsza zmiana myślenia, a nie sam moment osiągnięcia FIRE, była kluczowa. Bo to nie FIRE zmienia sposób myślenia, to zmiana sposobu myślenia może nas do FIRE doprowadzić, niezależnie od punktu, w którym dziś jesteśmy.
Podsumowanie








