Mity o finansach w które nie warto wierzyć

10 finansowych mitów, w które nie warto wierzyć

Niewiele rzeczy budzi tyle emocji jak pieniądze. A przecież pieniądze z natury nie są ani dobre, ani złe – są narzędziem, które może być naszą drogą do sukcesu lub zguby. Nie da się jednak ukryć, że jest to gorący temat, dlatego wokół finansów powstało mnóstwo kłamstw i mitów. W dzisiejszym artykule postaram się je rozwiać i przekonać Cię, że w kwestii finansów warto ufać swojej wiedzy i rozsądkowi!

Czy istnieje przepis na sukces finansowy?

Pieniądze mogą być źródłem wielu dobrych rzeczy w życiu – w zależności od tego, jak będziemy chciały je wykorzystać. Dzięki nim możemy czuć się bezpiecznie, kontrolować w większym stopniu swoje życie i czas, a także możemy wykorzystywać je do spełniania swoich marzeń i realizowania pasji. Możliwości na ciekawe spożytkowanie pieniędzy jest mnóstwo: począwszy od rozwoju własnego, na pomocy innym kończąc.

Pieniądze, wbrew pozorom, to nie tylko matematyka. To również emocje, a zatem nasza psychika i charakter. Nasze przekonania dotyczące finansów warunkują późniejsze decyzje związane z wydawaniem, oszczędzaniem czy inwestowaniem naszych przychodów. Bardzo często powtarzam, że finanse osobiste są przede wszystkim OSOBISTE. Sama definicja sugeruje nam, że pieniądze nie podlegają tylko czystym wyliczeniom matematycznym, ale głównie naszym doświadczeniom, przekonaniom – czyli tym, KIM jesteśmy. To właśnie sprawia, że nie ma jednej, uniwersalnej drogi do tego, jak zarządzać swoimi pieniędzmi. Osoby, które osiągnęły sukces finansowy mają za sobą swoją osobistą historię. Finanse są bardzo indywidualną sprawą i choć są pewne reguły gry, które ułatwiają obchodzenie się z pieniędzmi, to jednak na wiele kwestii musimy patrzyć pod kątem naszych potrzeb, doświadczeń, skłonności do ryzyka – czyli kierować się zarządzaniem pieniędzmi ze swojej indywidualnej perspektywy.

Internet jest pełen „prawd objawionych”, zasad, które należy stosować, by osiągnąć sukces w swoich finansach. Dzisiaj chciałam obalić kilka popularnych mitów, na które można trafić przy przeglądaniu sieci czy forum o tematyce ekonomicznej.


MIT 1: „Przeciętny człowiek nie jest w stanie dotrzeć do wolności finansowej”

Jest to jedno z kłamstw, które są niezwykle szkodliwe. Oczywiście nie twierdzę, że dotarcie do wolności finansowej jest proste! Śmiem powiedzieć, że dotarcie do tego miejsca wymaga od nas wiele zaangażowania, dyscypliny oraz pracy – przede wszystkim nad sobą. Gdyby było to proste, większość ludzi byłaby milionerami. Droga do wolności finansowej nie jest skomplikowana, ale większość z nas wykłada się już… na starcie. Jeżeli zastanawiasz się, w jaki sposób zdobyć wolność finansową, zerknij na artykuł o tym, jak osiągnąć ją w sześciu etapach.

W skrócie: na początku pracujemy zawodowo, często bierzemy nadgodziny, tworzymy dodatkowe źródła przychodu – zamieniamy nasz czas na pieniądze. Większość z nas potem te zarobki wrzuca na np. zwykły rachunek bankowy. Nie idziemy krok dalej i nie zamieniamy ich na aktywa. I na tym polega problem, na który łapie się większość osób. Im wcześniej zaczniesz myśleć o pieniądzach, jak o narzędziu, które powinno dla Ciebie pracować, tym większe szanse na szybsze osiągnięcie finansowej wolności. Najważniejsza na tym etapie jest zmiana Twoich przekonań – by osiągnąć wolność finansową musisz myśleć, że jest do dla Ciebie możliwe i przy odpowiednich wyliczeniach, a także podejściu – jest to osiągalne. To ogromna zmiana w myśleniu, która warunkuje Twój przyszły sukces! Uwierz, że gdy sobie wyliczysz, ile oszczędności powinnaś zainwestować, koncepcja ta zawładnie Twoim umysłem i będziesz chciała to osiągnąć.

Podsumowując, przeciętny człowiek jest w stanie osiągnąć wolność finansową – ale należy to pragnienie umiejscowić wysoko na liście priorytetów. Inaczej nie będzie to celem, a jedynie pobożnym życzeniem.


MIT 2: „Zarządzanie pieniędzmi jest ważniejsze niż ich zarabianie”

Ta bzdura trzyma się bardzo dobrze z tego względu, że… jest w niej ziarno prawdy. Faktycznie, sporo osób, które zarabiają dużo, mimo to nie ma żadnych oszczędności. Im więcej zarabiamy, tym więcej pojawia się pokus: wydajemy pieniądze na droższe restauracje, ubrania czy wyjazdy. To zjawisko nazywa się inflacją stylu życia i dotyka nas, gdy zaczynamy zarabiać więcej. W rezultacie zapominamy o tym, że gdybyśmy nieco skromniej podeszły do naszych wydatków, to nasze oszczędności mogłyby zostać wspaniale zagospodarowane w postaci różnych inwestycji, które pracowałyby na naszą wolność finansową i przybliżały nas do bogactwa.

Zarządzanie pieniędzmi jest ważne, ponieważ niezależnie od tego czy zarabiasz dużo czy mało – coś z tymi pieniędzmi musisz zrobić. I dobrze, gdybyś je rozsądnie zagospodarowała, a nie wydawała na prawo i lewo.

Ale czy jest ono ważniejsze niż zarabianie? Tu mam wiele wątpliwości. Jeżeli zarabiasz na tyle mało, że ledwo starcza Ci na opłaty, to nawet gdybyś była wirtuozką zarządzania pieniędzmi – nadal nie będziesz bogata. Zarabianie ma ogromne znaczenie, właśnie w dążeniach do poprawy naszej sytuacji finansowej. A więc, jeśli widzisz, że opanowałaś zarządzanie pieniędzmi, ale Twoja sytuacja nadal nie jest satysfakcjonująca, poszukaj możliwości zwiększenia swoich zarobków. To mogą być negocjacje o podwyżkę, zmiana pracy czy poszukiwanie dodatkowego źródła dochodu. Często zapominamy o negocjacjach swojej pensji, dlatego odsyłam Was do odcinka 16. podcastu Girls Money Club, w którym opowiadam o tym, jak skutecznie negocjować wyższe wynagrodzenie oraz do artykułu o tym, jak dobrze przygotować się do negocjacji. Trochę materiałów o tym powstało, dlatego korzystajcie i zawalczcie o wyższe zarobki już teraz!


MIT 3: „Posiadanie mieszkania jest lepsze niż jego wynajmowanie”

To także nie jest bzdura w 100%. Jeżeli posiadamy mieszkania, domy na wynajem, inwestujemy w nieruchomości to oczywiście budujemy w ten sposób portfolio swoich aktywów, czyli czegoś, co może nam przynosić przychody w przyszłości. Samo kupowanie nieruchomości jest bardzo ciekawym sposobem na dążenie do wolności finansowej, ale – nie za wszelką cenę! Na mieszkanie czy dom musi Cię najpierw stać. Jeżeli Cię nie stać, to wynajmowanie mieszkania jest lepszym wyborem.

Co mam na myśli, mówiąc, że nie stać Cię na mieszkanie? Chodzi o kilka kwestii. Naturalnie, jeżeli nie masz wkładu własnego, który jest potrzebny albo nie stać Cię na ratę kredytu, wtedy nie ma żadnych wątpliwości. Ale nie chodzi tylko o to.

Weź również pod uwagę fakt, że nie stać Cię na mieszkanie, jeżeli jego kupno pochłania bardzo dużą część Twoich oszczędności, a rata kredytu hipotecznego później też zabiera sporą ilość Twoich zarobków. Jest pewna uniwersalna zasada, która mówi, że nasza rata kredytu hipotecznego nie powinna przekraczać 1/3 naszych przychodów. A jeżeli mamy kredyt hipoteczny na dwie osoby (np. małżonków), to rata nie powinna przekraczać 1/3 naszych wspólnych zarobków miesięcznych.

Tej zasady warto się trzymać, a tymczasem mało kto o niej pamięta – bardzo często patrzymy, na jakie mieszkanie maksymalnie na stać i wówczas idziemy po kredyt. To naprawdę nie jest przepis na sukces finansowy! Oczywiście, może Ci się poszczęścić, np. ceny mieszkań znacząco wzrosną, a Twoje mieszkanie będziesz mogła sprzedać z dużym zyskiem. Ale rynek nieruchomości wcale nie musi być taki łaskawy! Może okazać się, że napotkasz problemy ze spłatą kredytu hipotecznego i nie będziesz w stanie sprzedać mieszkania na korzystnych warunkach.

Ponadto, miej świadomość, że kupno mieszkania to dodatkowe, czasem ukryte koszty, takie jak wyposażenie mieszkania czy remont. W rezultacie zakup mieszkania, który na początku wydaje się być spełnieniem marzeń, później może przekształcić się w koszmar, gdy nagle okazuje się, że koszty przerosły nasze oczekiwania.

Podsumowując: kupno mieszkania to świetna sprawa, ale tylko jeśli Cię na nie naprawdę stać. I to nie tylko pod kątem pieniędzy na koncie, ale też biorąc pod uwagę kryterium spokoju w Twojej głowie oraz zachowania pewnego standardu życia – takiego, który wciąż pozwala Ci na rozwój i korzystanie z przyjemności. W innym przypadku – najem mieszkania jest jak najbardziej ok.


MIT 4: „Bank to najlepsze miejsce do przechowywania pieniędzy”

Chyba nie muszę Was przekonywać, biorąc pod uwagę obecną inflację, że banki nie są idealnym miejscem za trzymanie naszych pieniędzy (a nawet przy niższej inflacji to nadal nie jest najlepsza opcja).

Dla wielu osób bank to wciąż pierwszy wybór na składowanie swojego majątku, ale warto rozważyć inne opcje niż zwykły ROR. Pewnym krokiem naprzód jest stworzenie sobie konta oszczędnościowego. Niemniej, nawet gdy je mamy, to mimo wszystko nie wykorzystujemy na takim koncie potencjału naszych pieniędzy, które mogą przecież pracować dużo bardziej efektywnie.

W Girls Money Club mówimy dużo o lepszych rozwiązaniach, którymi są m.in. obligacje, ETF-y, akcje, nieruchomości, złoto i wiele innych, ciekawych aktywów. Sam fakt, że oprócz zwykłego konta oszczędnościowego masz też rachunki maklerskie, konta inwestycyjne to już samo w sobie sprawia, że Twoje pieniądze mają możliwość pracować na Twoje bogactwo (patrząc oczywiście długoterminowo). Więcej o tym możecie dowiedzieć się w klubie GMC lub na kursie inwestowania od podstaw!

Innymi słowy: nie zachęcam Cię oczywiście do rezygnacji z kont bankowych, ale do tego, abyś się na nich nie zatrzymywała.


MIT 5: „Każdy dług jest zły”

Faktycznie, spora część długów to rzeczy, które drenują nasz budżet, pozbawiają nas pieniędzy i ogólnie są dla nas niekorzystne, ale nie zawsze tak jest. Niektóre długi mogą nam służyć, jeżeli oczywiście potrafimy się nimi umiejętnie posługiwać. Zatem, które długi mogą nam sprzyjać w niektórych przypadkach?

Pierwszym takim długiem jest kredyt hipoteczny. Jest to dług oparty o rzeczywistą nieruchomość, czyli nie jest to zwykła pożyczka konsumpcyjna. Za kredytem hipotecznym kryje się realna wartość aktywa, które znajduje się w naszym posiadaniu.  Kredyt hipoteczny to także jedna z najtańszych opcji na pozyskanie kapitału – nawet w okresach wysokich stóp procentowych (chociaż oczywiście nadal może on być dotkliwy dla naszego budżetu i wówczas warto myśleć np. o nadpłacie takiego kredytu). Gdy bierzemy kredyt na 10, 15, 20 czy 30 lat, to przez większość czasu trwania kredytu jego oprocentowanie jest niskie. Pomijając fakt, że dla wielu osób, które nie zarabiają fortuny, kredyt to może być jedyna szansa na posiadanie własnego mieszkania, to jeszcze warto wspomnieć o tym, że nawet gdy mamy spore oszczędności, a bierzemy tani kredyt hipoteczny, wówczas zostaje nam sporo pieniędzy do zagospodarowania w inny sposób. Możemy np. je umiejętnie zainwestować.

Natomiast warto pamiętać, że nie każdy kredyt hipoteczny jest dobry! Czasami bierzemy go na słabych warunkach, w niekorzystnym momencie rynkowym, gdy ceny nieruchomości są bardzo wysokie, a później spadają. Czasami bierzemy go zbyt pochopnie i nie zauważamy, że nie będzie nas stać na ratę kredytu, gdy stopy procentowe wzrosną. Zanim więc podejmiesz decyzję o wzięciu kredytu, wnikliwie ją przeanalizuj!

Drugim rodzajem długu, który może nam sprzyjać, są karty kredytowe. Wiele osób uznaje je za samo zło – bo przecież ułatwiają bezmyślne wydawanie pieniędzy, już nie mówiąc o tym, że w trakcie wydawania się zadłużamy. Faktycznie, karty kredytowe potrafią wyrządzić dużo szkód w naszym budżecie, jeśli nie potrafimy się z nimi obchodzić: czyli, gdy służą do pochopnego szastania kasą w celu zaspokojenia konsumpcyjnych potrzeb. Natomiast same w sobie karty kredytowe nie są czymś złym. Umożliwiają nam płatności w Internecie, a także są dla nas pewnym źródłem płynności.

O czym warto wiedzieć, by karta kredytowa była pomocna, a nie ciągnęła Cię w dołek zadłużenia? Przede wszystkim warto w ustawieniach karty kredytowej zaznaczyć całkowitą spłatę (a nie częściową czy minimalną spłatę). Gdy całkowicie spłacasz pieniądze po każdym miesiącu, to wtedy unikasz oprocentowania. Dopiero, gdy nie spłacisz części pożyczonych pieniędzy, a te pieniądze zaczną przechodzić na kolejne miesiące, z uwzględnieniem odsetek, wówczas karta kredytowa staje się obciążeniem. Pamiętaj, że wydajesz swoje przyszłe zarobki, więc musisz zadbać, by w niedalekiej przyszłości te pieniądze po prostu mieć.


MIT 6: „Inwestowanie nie jest dla wszystkich”

Jeżeli trochę dłużej mnie obserwujesz, to doskonale wiesz, jak bardzo ten mit mnie wkurza. To dość powszechne przekonanie wynika z tego, że inwestowanie w mediach bardzo często jest pokazywane jako coś niedostępnego – coś, co wymaga dużej wiedzy, co wiąże się z dużym ryzykiem albo wymaga ogromnych ilości pieniędzy. To wszystko są mity, które wielokrotnie rozwiewałam.

A więc raz jeszcze chciałabym jasno podkreślić: inwestowanie jest jak najbardziej dla każdego, tylko niekoniecznie każdy typ inwestowania będzie dobry na start. O ile faktycznie można robić bardzo ryzykowne transakcje i sięgać po miliony od razu, to taki styl raczej nie jest dla każdego: wymaga on bowiem pewnej wprawy, samoświadomości i pilnowania wszystkich pozycji, które otwieramy na rynku kapitałowym. Natomiast warto pamiętać, że większość osób inwestujących robi to w prosty sposób. Kupują sobie trochę obligacji, trochę akcji albo ETF-ów i trzymają je przez długie lata (czyli inwestują pasywnie: długoterminowo i w sposób, który nie wymaga od nich ani dużych pieniędzy ani dużych nakładów czasu).

Proste inwestowanie pasywne jest dostępne nawet dla osoby dopiero stawiającej pierwsze kroki w świecie inwestycji i posiadającej niewielkie oszczędności. Wniosek? Inwestowanie jest dla wszystkich, ale nie warto od razu wchodzić w najbardziej ryzykowne aktywa, a po prostu inwestować na spokojnie, długoterminowo i pasywnie – mieć spokój umysłu i świadomość, że nasze pieniądze regularnie na siebie pracują.


MIT 7: „Najlepiej zostać bogatym wykorzystując okazję”

Czy uważasz, że najlepiej i najskuteczniej można się wzbogacić się na tzw. złotych strzałach – rzadkich okazjach, które przyniosą nam ogromne dochody? Tej jednej świetnej transakcji na giełdzie, tym jednym spektakularnym biznesie, wygranej w totolotka, itd.?

No cóż – to oczywiście nie jest niemożliwe, ale w praktyce zdarza się szalenie rzadko. Postawienie wszystkiego na jedną kartę przynosi efekty tylko nielicznej grupie osób – zwłaszcza gdy chodzi o pieniądze.

W świecie inwestycji podejście „grubo albo wcale” zahacza o hazard i z pewnością jest bardzo ryzykowne. Nawet jeżeli kilka razy dopisze Ci szczęście, to bez odpowiedniej wiedzy, doświadczenia i przygotowania na pewnym etapie spotkasz się z tak dotkliwą stratą, po której będzie Ci trudno pozbierać się finansowo i psychicznie. O ile zawodowo nie zajmujesz się spekulacją, to lepiej zrezygnować z takiego podejścia. Musisz mieć zawsze świadomość, w co się pakujesz i z jakim ryzykiem się to wiąże.

A w praktyce, większość milionerów dochodzi do dużych pieniędzy poprzez stopniowe dawkowanie ryzyka. Zaczynają od inwestycji bezpiecznych, uczą się nieco więcej o inwestowaniu bardziej ryzykownym i wraz ze wzrostem wiedzy przeskakują na nieco większe ryzyko, w pełni je akceptując i znając zasady zarządzania nim. Ten sposób jest dla większości osób przyjemny, stabilny i dający komfort psychiczny. Podobnie jest z biznesem – mało komu udaje się ten pierwszy, ale gdy stopniowo zwiększamy nasze umiejętności jako przedsiębiorca/-czyni, to mamy coraz większe szanse na spektakularne zarobki.

Szukanie złotych strzałów jest prostą drogą do frustracji, bo większość z nas… nigdy ich nie znajdzie. Jednak, gdy od samego początku nastawiamy się na regularne inwestowanie, od bezpiecznych inwestycji do tych nieco bardziej ryzykownych, to wówczas zdobywamy po drodze mnóstwo wiedzy i jest dużo większe prawdopodobieństwo, że na pewnym etapie dostrzeżemy więcej okazji. I jeśli stopniowo pracujemy nad swoimi umiejętnościami biznesowymi, to prędzej czy później to przyniesie efekty.


MIT 8: „Im większa dywersyfikacja tym lepiej”

O samej dywersyfikacji przeczytasz więcej w artykule o tym, jak minimalizować ryzyko w inwestowaniu. Dywersyfikacja ma oczywiście sens, ponieważ gdy jedno aktywo traci na wartości, reszta nas zabezpiecza i wciąż może zarabiać lub przynajmniej utrzymywać wartość lub tracić mniej. Natomiast warto pamiętać, że dywersyfikacja sprawdza się tylko wtedy, gdy jesteś w stanie ją kontrolować.

O co chodzi? Jeżeli porozkładasz oszczędności z jednego konta na różne inne aktywa: obligacje detaliczne, fundusz ETF, złotą monetę – masz możliwość regularnego monitorowania pieniędzy. Posiadanie inwestycji wymaga od nas regularnej kontroli (raz na kwartał lub nawet raz na pół roku w przypadku mniej zmiennych aktywów). Jednak jeśli za bardzo się rozdrobnisz i zainwestujesz w zbyt wiele rzeczy (np. zbyt wiele różnych akcji), ciężko będzie Ci ich przypilnować i należycie sprawdzać (to jest tym ważniejsze, im ryzykowniej inwestujesz).

A więc, jaka dywersyfikacja jest optymalna? Jest to oczywiście kwestia indywidualna, natomiast z własnego doświadczenia i moich znajomych widzę, że o ile możemy mieć sporo pasywnych inwestycji, to ciężko jest monitorować więcej niż 5 aktywnych inwestycji. A więc, podsumowując: dywersyfikacja jest dobra, ale bez przesady!


MIT 9: „Po bogatych ludziach widać, że są bogaci”

Kompletne kłamstwo! Znam naprawdę wiele osób, które żyją na pokaz i mimo faktu posiadania drogich akcesoriów i ubrań, nie mają zbyt wiele na koncie. I analogicznie: znam naprawdę zamożne osoby, które nie posiadają drogich zegarków, samochodów czy ubrań, mimo że spokojnie mogłyby sobie na nie pozwolić. Zamiast tego, mają sporo inwestycji na rachunku maklerskim albo posiadają pakiet różnych nieruchomości.

Wiele bogatych osób nie ma potrzeby nikomu nic udowadniać i afiszować się swoim majątkiem. Rozsądne jest przecież, gdy pokazujemy mniej niż faktycznie mamy. Pomijając fakt, że nikomu nie zależy na byciu wabikiem na złodziei – brak afiszowania się pieniędzmi daje więcej anonimowości i swobody.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, jak działa świat – czasem komuś może nie zależeć na prywatności, bo na mediach społecznościowych opiera swój biznes i markę osobistą. Czasem ludzie wypożyczają drogi samochód tylko po to, by się obok niego sfotografować i pokazać na swoich socialach (!).

Ale jeśli chcesz naprawdę być zamożna, to postaraj się nie padać ofiarą machiny marketingowej, ponieważ to zdecydowanie nie jest droga do wolności finansowej!

No i oczywiście zachęcam do tego, by nie oceniać ludzi po tym, ile mają gadżetów i drogich ciuchów, ponieważ to naprawdę nie świadczy o ich bogactwie.


MIT 10: „Twój sukces finansowy jest całkowicie w Twoich rękach”

Żeby było jasne: oczywiście jestem dużą fanką sprawczości i tego, by być odpowiedzialną za swoje decyzje i działania. Staram się brać odpowiedzialność zarówno za swoje błędy, jak i sukcesy, ale wiem, że czasami przydarzają nam się zjawiska losowe (pech lub szczęście), które wpływają na nasze wyniki.

Jednocześnie warto pamiętać o tym, że ogromny wpływ na nasz status finansowy i nasze decyzje ma… nasze otoczenie! Dlatego właśnie jedną z pierwszych rzeczy, o których powinnaś pomyśleć na swojej drodze do wolności finansowej jest Twoje środowisko i ludzie, którzy są Ci najbliżsi. Bardzo często osoby, z którymi spędzamy najwięcej czasu, to też osoby, które mają swoje nawyki finansowe, swój styl życia, który często dopasowuje się do naszego (lub my się dopasowujemy). W końcu: z kim przystajesz, taka się stajesz! Nasi znajomi determinują nasze wybory, ponieważ skoro cała grupa spotyka się regularnie w drogich restauracjach to nie będziesz odstawać, prawda? Inaczej szybko wypadniesz z obiegu. To, kim się otaczasz, wpływa na to, jakie podejmujesz decyzje – na organizację wydarzeń, sposób spędzania czasu i tak dalej.

Kluczowe jest więc to, by przemyśleć, czy faktycznie nie wydajesz zbyt dużo pieniędzy ze względu na to, kim się otaczasz. Oczywiście, jeśli Cię na to stać i czujesz się komfortowo ze swoimi wydatkami – super! Ale jeśli wydajesz pieniądze na rzeczy, które nie do końca Cię cieszą, ale jesteś pod presją znajomych i czujesz, że głupio byłoby np. nie dorzucić się na jakiś wydatek, to w takim wypadku warto poruszyć ten temat w grupie i zastanowić się, czy zawsze musisz spełniać ich oczekiwania i czy nie będziesz czuła się lepiej, gdybyś odłożyła jakąś część pieniędzy na oszczędności lub inwestycje. Nasze decyzje zależą nie tylko od nas, ale także od zewnętrznych czynników – czyli naszego otoczenia, ale na swoje środowisko również mamy wpływ i warto to wykorzystać!


Podsumowanie

I to by było na tyle! Obaliłyśmy właśnie popularne mity, które pod przykrywką „złotych zasad”, często najzwyczajniej szkodzą  naszej sytuacji finansowej. Nie daj się im! 😌

Jeśli nadal nie czujesz się pewnie w temacie finansów osobistych, zachęcam Cię do sprawdzenia mojego najnowszego minikursu Finansowy start: zapanuj nad swoimi pieniędzmi, w którym pokazuję, w jaki sposób ja od lat ogarniam swoje finanse osobiste, aby czuć kontrolę nad moimi pieniędzmi, bez poświęcania temu ogromnych ilości czasu – i bez rezygnowania z radości życia. 😌 

Zapisz się na newsletter i pobierz e-booka 50 SPOSOBÓW NA ZARABIANIE!

Marzysz o tym, aby mieć dodatkowe źródło przychodu?

Chcesz zmienić pracę na taką, którą pokochasz i która przyniesie ci satysfakcjonujące zarobki?

A może twoim celem jest własny biznes?

.